Dyrektywa EPBD, unijna regulacja o charakterystyce energetycznej budynków przyjęta przez Parlament Europejski w kwietniu 2024 roku, wyznacza państwom członkowskim jeden termin: 29 maja 2026 roku. Do tej daty każdy kraj ma mieć gotowe własne przepisy, które przeniosą unijne wymogi do prawa krajowego. Na dziś polska ustawa implementacyjna nie została uchwalona w finalnej formie, co wynika z publicznie dostępnych informacji o pracach Sejmu.
Sama dyrektywa nie działa jak rozporządzenie. Nie wchodzi automatycznie w życie wobec obywateli. Żeby nowe obowiązki, jak choćby zmieniony wzór świadectwa energetycznego, stały się faktem w polskim prawie, potrzebna jest ustawa i rozporządzenie wykonawcze. Właśnie tego brakuje na dwa tygodnie przed terminem.
Zamiast cyfry będzie litera
Najważniejsza zmiana, którą dyrektywa wprowadza dla właścicieli nieruchomości, dotyczy świadectw energetycznych. Aktualnie dokumenty te opierają się na wskaźniku EP, liczbie wyrażonej w kWh na metr kwadratowy rocznie, której większość właścicieli nieruchomości nie potrafi zinterpretować bez pomocy specjalisty. Nowy system ma zastąpić to prostą skalą graficzną - klasy od A+ do G, wzorowaną na etykietach lodówek i pralek. Klasa A+ oznacza budynek bezemisyjny. Klasa G to budynek o najgorszej efektywności, potocznie zwany w branży "wampirem energetycznym".
Obowiązek posiadania świadectwa przy sprzedaży lub wynajmie istnieje w Polsce od 2023 roku. Co ma się zmienić, to forma dokumentu i system oceny. Kiedy dokładnie nowe wzory wejdą w życie zależy od tego, kiedy Sejm uchwali ustawę i kiedy minister podpisze rozporządzenie. Tego terminu na dziś nie ma.
Ile to kosztuje i kogo dziś dotyczy?
Właściciele planujący sprzedaż lub wynajem nieruchomości już teraz muszą mieć świadectwo energetyczne. Cena zależy od rodzaju nieruchomości. Za mieszkanie w bloku certyfikat kosztuje od 300 do 600 złotych, za dom jednorodzinny od 500 do 1200 złotych. W dużych miastach stawki bywają o 10 do 20 procent wyższe. Tańsze są certyfikaty wystawiane zdalnie na podstawie dokumentów, bez wizyty audytora.
Dokumenty wystawione przed wejściem nowych wzorów w życie zachowują ważność przez 10 lat od daty wystawienia. Właściciele, którzy mają ważne świadectwo, nie muszą go wymieniać. Obowiązek nowego formatu pojawi się przy nowych transakcjach po wejściu przepisów w życie.
Potem przyjdą jeszcze większe rachunki
Sam obowiązek posiadania etykiety to tylko pierwszy i najmniej bolesny etap. Dyrektywa EPBD zakłada znacznie więcej w perspektywie kilku lat. Wymieńmy to po kolei: do 2030 roku modernizację energetyczną ma przejść 16 procent budynków niemieszkaniowych o najgorszej charakterystyce, do 2033 roku - 26 procent.
Nowe budynki prywatne od 2030 roku mają być bezemisyjne. Fundacja SET, która opublikowała raport w grudniu 2025 roku, oszacowała koszt pełnego dostosowania polskiego budownictwa do wymogów dyrektywy na 2,5 biliona złotych do 2050 roku.
Kto zapłaci, jeszcze nie wiadomo
Polska ma ponad 14 milionów budynków. Większość powstała przed 1990 rokiem, bez żadnych wymagań termoizolacyjnych. W nowej skali znaczna ich część trafi do klas F i G. Kiedy dokładnie i jakie obowiązki z tego wynikną dla właścicieli, to właśnie ma określić ustawa, której wciąż nie ma.
Polska wielokrotnie spóźniała się z implementacją dyrektyw unijnych. Komisja Europejska może wszcząć postępowanie, które w skrajnym przypadku kończy się karami finansowymi dla państwa. Dla właściciela domu w Rzeszowie czy Wrocławiu oznacza to jednak przede wszystkim jedno: nie wiadomo jeszcze, kiedy i w jakiej dokładnie formie nowe zasady oceny budynków ich dotkną.