Wszystko zaczęło się od tego, że amerykańska federalna Agencja Ochrony Środowiska (EPA) oskarżyła koncern Volkswagen AG o fałszerstwo. Miało ono polegać na świadomym używaniu oprogramowania, które manipulowało pomiarami zawartości szkodliwych substancji w spalinach. Takie działanie łamie ustawę o ochronie klimatu ( Clean Air Act). Zarzut dotyczy samochodów osobowych, w których zainstalowano silnik 2.0 TDI.
„W takich autach oferowanych na terenie USA, oprogramowanie sterujące ma rzekomo rozpoznawać próby badawcze nad emisją spalin, doprowadzając do elektronicznego ograniczania mocy silnika i jednocześnie obniżania norm emisji tlenków azotu. Działanie tego typu w celu obejścia przyjętych norm jest w świetle prawa nielegalne” – pisze superauto24.se.pl.
Prezes Martin Winterkorn w niedzielę 20 września wydał oświadczenie, w którym przeprasza za sytuację oraz obiecuje pomoc w wyjaśnieniu sprawy. W poniedziałek 21 września notowanie giełdowe Volkswagen AG spadły o 21,4 proc. Firma wstrzymała sprzedaż nowych i uważanych aut z 4-cylindrowymi silnikami TDI w USA. To ogromny cios dla koncernu, ponieważ na terenie USA 22 proc. sprzedawanych aut Volkswagena, to właśnie diesle.
Kolejne kontrole zapowiedziano w Azji. Korea Południowa przeprowadzi własne testy. Jeśli potwierdzą się nieprawidłowości, skontrolowane będą również inne auta niemieckich producentów.
Rząd Niemiec jest niezadowolony z całej sytuacji.