Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Rząd Tuska nie opublikował umowy. Jej treść znajduje się w niemieckim Dzienniku Ustaw

To co nie opublikował rząd Donalda Tuska ujawnili Niemcy. Na stronach niemieckiego Dziennika Ustaw jest treść polsko-niemiecka umowy poświęconej współpracy w zakresie obronności obu państw. Zdaniem eksperta z Instytutu Sobieskiego Sebastiana Meitza, czytając konkretne jej zapisy "trudno oprzeć się wrażeniu, iż to niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy". Jak ujawniliśmy wcześniej na portalu Niezalezna.pl, dokument został podpisany za plecami prezydenta RP Karola Nawrockiego.

17 czerwca ministrowie obrony Polski i Niemiec Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius podpisali w Warszawie nową umowę obronną zacieśniającą współpracę obu państw. Jak informował polski MON, umowa "będzie stanowiła podstawę prawną określającą nowe, aktualne ramy współpracy Stron w sprawach obronności". - Polska i Niemcy wspólnie biorą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy - stwierdził po podpisaniu dokumentu Pistorius.

Konkretne zapisy umowy były jednak dotąd nieznane. Jak informuje jednak ekspert Instytutu Sobieskiego Sebastian Meitz, "aby dowiedzieć się, co robi koalicja 13 grudnia, trzeba czytać… niemieckie źródła". Na platformie X opublikował analizę dokumentu, w której zauważa, iż "gdy przechodzi się do konkretnych zapisów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy".

Umowa polsko-niemiecka

Meitz zwraca uwagę, iż "kluczową i w zasadzie jedyną naprawdę konkretną deklaracją jest ust. 6 [z art. 3], w którym mowa o rozwoju infrastruktury logistycznej na terytorium Polski mającej służyć jako… zaplecze dla niemieckiej brygady formowanej na Litwie". Wskazuje też na ust. 8, "mówiący o wspólnych inwestycjach w infrastrukturę wojskową i cywilną niezbędną do szybkiego transportu wojsk i ciężkiego sprzętu na wschodnią flankę NATO".

"Nie miejmy złudzeń. W praktyce chodzi przede wszystkim o infrastrukturę znajdującą się na terytorium Polski"

– stwierdził.

W kolejnym, art. 4, czytamy m.in. o "interoperacyjności, wspólnych szkoleniach i ćwiczeniach". - W ust. 9 mowa jest o European Space Component Command, które ma funkcjonować w strukturach… Dowództwa Kosmicznego Bundeswehry i do którego Polska ma mieć możliwość dołączenia - wskazał. Jak podkreślił, "nie jest to wspólne polsko-niemieckie dowództwo. Jest to struktura funkcjonująca bezpośrednio w Bundeswehrze".

Z kolei w art. 6 poświęconym "uzbrojeniu, zdolnościom obronnym i współprace w obszarze cyber" czytamy o "wspólnych zakupach, wspólnych projektach technologicznych, wspólnej produkcji, transferze technologii, wspólnych łańcuchach dostaw oraz budowie regionalnego centrum bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej".

"Oczywiście trudno oprzeć się wrażeniu, że to Niemcy miałyby odgrywać w tym układzie rolę wiodącą. Trudno mówić o pełnym partnerstwie przy tak dużej asymetrii potencjałów. Co więcej, dokument nie zawiera ani jednego mechanizmu gwarantującego równowagę korzyści dla obu stron. Nie ma mowy o minimalnym udziale polskiego przemysłu, gwarancjach transferu technologii czy lokalizacji produkcji w Polsce. Są jedynie deklaracje o pogłębianiu współpracy"

– wskazuje Meitz.

Jest tam również fragment poświęcony regulaminowi uzgadnianiu priorytetów polityki cyber i cyfryzacji w obszarze obronności. Nie wyjaśnia on jednak, kto miałby te priorytety wyznaczać ani według jakich kryteriów. Meitz zwraca uwagę, że polskie Wojska Obrony Cyberprzestrzeni należą dziś do najlepiej ocenianych struktur tego typu w NATO.

"Dla mnie brzmi to jak stopniowe uzgadnianie polskich priorytetów z państwem, które raczej nie uchodzi za wzór transformacji cyfrowej"

– stwierdza.

Równie zagadkowy wydaje się art. 8, poświęcony "współpracy w zwalczaniu zagrożeń hybrydowych".

Końcówka umowy poświęcona jest zapisom dotyczącym kosztów. Zgodnie z nimi każda ze stron ma te związane z własnymi zobowiązaniami. - Pamiętacie Państwo art. 3 i rozwój infrastruktury logistycznej w Polsce dla niemieckiego kontyngentu na Litwie? No właśnie - punktuje ekspert.

"Moim zdaniem w tym dokumencie widać wyraźnie pewną prawidłowość. Podczas gdy deklaracje napisano językiem NATO i partnerstwa euroatlantyckiego, to najbardziej konkretne zobowiązania dotyczą infrastruktury w Polsce, struktur funkcjonujących w Bundeswehrze, koordynacji komunikacji strategicznej oraz projektów rozwijanych przede wszystkim na poziomie Unii Europejskiej. To właśnie ta dysproporcja pomiędzy deklaracjami a konkretnymi zobowiązaniami budzi moje największe wątpliwości"

– stwierdza.

Kontrowersje były od początku

Przypomnijmy, że o planach podpisania polsko-niemieckiej umowy obronnej portal Niezalezna.pl informował już w grudniu ubiegłego roku. Niedługo później alarmowaliśmy, że dokument ma zostać zatwierdzony z kompletnym pominięciem prezydenta. 

"Żadnych informacji od polskiego rządu o szczegółach negocjacji, ani przyszłej treści dokumentu nie otrzymał, ani Karol Nawrocki, ani Kancelaria Prezydenta. Potwierdziliśmy tę  informację w Pałacu Prezydenckim"

– podawaliśmy na łamach naszego portalu.

Przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego twierdzili wówczas w rozmowie z nami, iż "celowo obniżono rangę tego porozumienia [z umowy międzynarodowej na umowę międzyrządową], żeby mieć słaby, ale pretekst, że prezydent nie musiał być o nim szczegółowo informowany".

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska