Wszystko wskazuje na to, że Polska ma przyjąć imigrantów dobrowolnie. Ich liczba ma być trochę mniejsza ( o 150 do 700 osób mniej) niż początkowo zapowiadano (9287). Pierwsza część to około 5000 tys. osób. O takiej samej liczbie mówi korespondentka RMF FM - Katarzyna Szymańska-Borginion.
Takie kwoty miał zaproponować Luksemburg podczas spotkania ambasadorów Unii Europejskiej. Dziś propozycja ta ma zostać przedłożona ministrom spraw wewnętrznych.
- powiedział dziennikarce RMF FM luksemburski dyplomata.W dokumentach nie będzie słowa automatyzm czy obowiązkowość w sprawie przyjmowania uchodźców.Nie będzie także mowy o kluczu i kryteriach podziału azylantów. A to oznacza, że traci na znaczeniu cały system obowiązkowego podziału na kwoty
Ma być dobrowolność, ale będzie to "dobrowolność przymusowa". Kraje Grupy wyszehradzkiej walczyły o to, by przyjęcie imigrantów nie było obowiązkowe. Dyplomata tłumaczy jednak, że dokument, jeśli zostanie przyjęty, będzie prawnie wiążący, więc będzie już obowiązek spełnienia kwot. Nawet wtedy, gdyby doszło do głosowania i dany kraj zostałby przegłosowany.
Polityk wyjaśnia, że pogodzone musiały zostać interesy takich krajów jak Niemcy, które żądały obowiązkowości, oraz np. Polski, która oczekuje dobrowolności.
Z nowych wyliczeń wynika, że Polsce przypaść może od 150 do 700 imigrantów mniej. Węgry wycofały się z systemu redystrybucji azylantów. „Nie chcą mieć u siebie unijnych centrów dla uchodźców, nad którymi nie miałby kontroli” - czytamy na rmf24.pl.
Pierwotnie Polska miała przyjąć 4179 osób z Węgier, 3901 z Grecji i 1207 z Włoch. Po decyzji Budapesztu Polska będzie musiała przyjąć około 5 tys. imigrantów.
Czy Ewa Kopacz wykorzysta tą informację do przekazania Polakom dobrej wiadomości, że „wywalczyła mniejszą liczbę uchodźców do przyjęcia”?