Dotychczas informowaliśmy o starciach uchodźców ze służbami poszczególnych państw. Na początku września około tysiąca imigrantów przebywających na greckiej wyspie Lesbos wszczęło regularne zamieszki w jej stolicy – Mitylenie. Interweniowała straż graniczna i policja, która zmuszona została do użycia granatów ogłuszających. Z kolei przed kilkoma dniami na węgiersko-serbskim przejściu granicznym Horgosz-Roeszke doszło do starć między uchodźcami i policją. Zamieszki wywołali ci pierwsi, próbując przedrzeć się na terytorium Węgier. Żeby powstrzymać atakujących policja musiała użyć armatek wodnych i gazu łzawiącego.
Teraz do zamieszek dochodzi na terenie Chorwacji, ale uchodźcy nie walczą tam ze służbami, a między sobą. I nikt nie wie, kto z kim i dlaczego się bije. Jak podała TVP Info, starcia objęły obszar kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych. Najgorzej jest w chorwackich miejscowościach Beli Manastir i Tovarnik.
Po tym, jak Węgry zamknęły granicę z Serbią, do Chorwacji, tylko od środy rano, przedostało się około 11 tys. imigrantów. Premier tego kraju, Zoran Milanović, przyznał, że Chorwacja nie jest już w stanie kontrolować sytuacji i nie może przyjmować więcej cudzoziemców.
Wcześniej chorwacki minister spraw wewnętrznych Ranko Ostojić ostrzegł, że jeżeli kryzys nadal będzie się utrzymywał, to pozostaje kwestią czasu, że Chorwacja zamknie ruch graniczny.
Zobacz wideo – zamieszki z udziałem uchodźców w Chorwacji:
