Do incydentu doszło 4 lipca – kiedy Amerykanie obchodzą Dzień Niepodległości. Dwa bombowce pojawiły się niedaleko zachodniego wybrzeża Alaski. Amerykanie wysłali swoje F-22 Raptor, które eskortowały rosyjskie samoloty na bezpieczną odległość.
Jednak Rosjanie dalej prowokowali i już po pół godziny bombowce namierzono niedaleko Kalifornii. Tym razem do ich przechwycenia wysłano F-15 i – podobnie jak w pierwszym przypadku – eskortowano rosyjskie maszyny aż oddaliły się od granic USA.
Rosjanie wprowadzili Tu-95 jeszcze w latach 50. Potężne bombowce były wykorzystywane do prowadzenia patroli powietrznych w pobliżu państw NATO. Po upadku ZSRS misje zostały zawieszone, a o ich przywróceniu zdecydował Władimir Putin.