Jürgen Roth, słynny niemiecki dziennikarz śledczy, ujawnił, że dysponuje dwoma raportami niemieckiego wywiadu. Wynika z nich, że niemieckie służby specjalne nie miały wątpliwości co do okoliczności wydarzeń w Smoleńsku. Co więcej, uważają one, że nie doszło do wypadku, ale że użyte zostały prawdziwe materiały wybuchowe. CZYTAJ WIĘCEJ
- Po publikacji Rotha powinna być reakcja prokuratury. Jeśli działania nie zostaną podjęte z urzędu, to będą na wniosek. Jeżeli Roth powołuje się na dane niemieckiego wywiadu, wedle których TU-154M uległ eksplozji, to jest ważny wątek w sprawie – zaznacza mecenas w programie „Wolne głosy”, oceniając jednocześnie działania polskiej prokuratury: - Prokuratura jest głucha na wypowiedzi Rotha i na potrzebę zwrócenia się do niemieckich instytucji z prośbą o informacje.
Reprezentant części rodzin, które straciły bliskich w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem, mówi, że nie przekonuje go stanowisko prokuratury, że można ten wątek wykluczyć.
- Jakie kompetencje mają prokuratorzy, którzy z pewnością stwierdzają, że nie było tam materiałów wybuchowych? – pyta Piotr Pszczółkowski. - Albo prokuratura chce tu coś zrobić, albo niech przestanie się zajmować tą sprawą. Metodologia prokuratury nie prowadzi do wyjaśnienia sprawy – twierdzi.
Mecenas uważa, że sprawa jest prosta. Skoro Jürgen Roth opiera się na raportach niemieckiego wywiadu, mówiąc o zamachu i materiałach wybuchowych, to trzeba złożyć wniosek do niemieckiego wywiadu BND o udostępnienie tych informacji stronie polskiej.
- Jeżeli nie zrobi tego prokuratura, to sam złożę taki wniosek. Taka reakcja jest wtedy, gdy jest chęć poznania takiego dokumentu i widać, że prokuratura nie jest tym zainteresowana - mówi mecenas.
O dołączenie do akt śledztwa smoleńskiego tez wysuniętych przez niemieckiego dziennikarza śledczego wniósł Stefan Hambura. CZYTAJ WIĘCEJ