Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Ale awantura o stołki w Platformie. Działacze oskarżają się nawet o korupcję

Od wyborów samorządowych minęły zaledwie trzy tygodnie (od podania oficjalnych wyników jeszcze mniej), a już w Platformie Obywatelskiej dochodzi do ostrych kłótni o stołki.

Autor:

Od wyborów samorządowych minęły zaledwie trzy tygodnie (od podania oficjalnych wyników jeszcze mniej), a już w Platformie Obywatelskiej dochodzi do ostrych kłótni o stołki. Szczególnie żenująca jest awantura wśród działaczy PO z Torunia i Bydgoszczy. Padają bardzo mocne oskarżenia. Nawet o składanie korupcyjnych propozycji.

O animozjach pomiędzy Toruniem a Bydgoszczą wiadomo nie od dziś, ale takiej groteski mało kto się spodziewał. O miejsca w zarządzie sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego pokłócili się bowiem samorządowcy z tej samej partii. Platformy Obywatelskiej.

Ci z Bydgoszczy zorganizowali nawet konferencję prasową, na której wylali wiadro pomyj na partyjnych kolegów z Torunia.
"Na dzisiejszej konferencji prasowej z udziałem radnych PO w Sejmiku z Bydgoszczy oraz prezydenta Rafała Bruskiego padło wiele gorzkich słów na temat zachowania toruńskich działaczy tej partii. Były dyrektor Centrum Onkologii mówił wprost, że próbowano go przekupić stanowiskiem w zamian za rezygnacje z kandydowania do Sejmiku" - informował wczoraj portalkujawski.pl

W czym problem? Okazuje się, że Ewa Kopacz była mediatorem pomiędzy zwaśnionymi frakcjami w partii i podczas spotkania ustalono skład Zarządu Województwa. Namaszczono - za aprobatą premier - Piotra Całbeckiego, aby nadal pozostał marszałkiem, ale w zamian za to ludzie Platformy z "Bydgoszczu" (jak mawiał były minister finansów) mieli dostać dwa miejsca z zarządzie. Ci z Torunia wykiwali jednak kolegów partyjnych ze zwaśnionego miasta, i dali im jedynie jeden stołek. Na dodatek, dla wicewojewody Zbigniewa Ostrowskiego.

"Problem w tym, że nie ma on legitymacji zarówno bydgoskich struktur oraz bydgoszczan, do reprezentowania ich jako wicemarszałek, gdyż nie stanął 16 listopada nawet do rywalizacji wyborczej" - relacjonuje portalkujawski.pl

Jest jeszcze jeden wątek tej żałosnej awantury w Platformie Obywatelskiej. Radnego Zbigniewa Pawłowicza, który równocześnie jest dyrektorem Centrum Onkologii. On sam opowiada jakie miał propozycje, aby zrezygnował ze startu w wyborach, a nawet z otrzymanego już mandatu. Relacja głównego bohatera mówi wiele o standardach w rządzącej partii:

- Tego typu propozycje miałem już z Torunia od początku jak się zaczęła sprawa listy bydgoskiej. To też trzeba o tym powiedzieć, gdy lista wyborcza z Bydgoszczy była inna, od tej ułożonej w Toruniu. Wówczas mnie pytano – opłaci się panu startować z czwartego miejsca, nie ma pan szans, niech pan zrezygnuje, po co to panu. Zapewnimy panu spokojny byt jako dyrektora, ile pan będzie chciał, tyle będzie pan dyrektorem.

"Później oferowano mu dożywotnie kierowanie szpitalem w zamian za rezygnację z kandydowania" - dodaje portalkujawski.pl, który cytuje Pawłowicza: "Taką rozmowę odbył ze mną marszałek Piotr Całbecki, proponując mi wycofanie z listy wyborczej. W sobotę, tuż przed Sejmikiem, przyjechał wysłannik z Torunia, który pytał mnie też – dlaczego nie składam mandatu?".

Głos w sprawie awantury zabrała już nawet minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska, która przyznała, że w kujawsko-pomorskiej Platformie Obywatelskiej jest poważny kryzys. - Pan marszałek obiecywał mi i pani premier, że od teraz Bydgoszcz będzie traktowana na równi z Toruniem. Bardzo szybko o tych deklaracjach zapomniał i zrobił to co zrobił. Jest to nieporządku i nieuczciwe - powiedziała na antenie Radia PiK.

Ludzie, którzy nie potrafią dogadać się między sobą, będą rządzić województwem. Straszne i smutne.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,portalkujawski.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska