Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Znany złodziej chce wyjść na wolność. „Kanada” straszy książką

Krzysztof W. – bardziej znany pod pseudonimem „Kanada” – liczy, że wkrótce opuści celę.

Krzysztof W. – bardziej znany pod pseudonimem „Kanada” – liczy, że wkrótce opuści celę. Decyzja zależy od sądu, ale złodziej współpracujący od kilku lat z policją, zapewnia, że otrzymał już pozytywną opinię dyrekcji poznańskiego aresztu. To okazało się jednak kłamstwem. - Mam gotową książkę, którą wydam po wyjściu na wolność – zapowiada przestępca znający wiele tajemnic.
 
Po rewelacjach ujawnionych przez Krzysztofa W. i opisanych na łamach „Gazety Polskiej” oraz portalu niezalezna.pl, prokuratura w Poznaniu wszczęła śledztwo dotyczące metod współpracy policjantów Biura Spraw Wewnętrznych z „Kanadą”. Ale dawny złodziej samochodów nadal jest rozmowny. Dlatego nasz reporter ponownie odwiedził go w areszcie. I kolejny raz usłyszał wiele informacji. Co bardzo charakterystyczne dla spotkań z Krzysztofem W. szybko okazało się, że niektóre sensacje są mocno ubarwione.
 
Na ostatnie widzenie (w czwartek, 30 stycznia) „Kanada” przyszedł wyraźnie podekscytowany. Od razu też pochwalił się nowinami. Ujawnił nam, że 12 lutego odbędzie się posiedzenie sądu ws. przedterminowego zwolnienia. Nie po raz pierwszy, ale… - Dotychczas odrzucano moje wnioski. Teraz jednak popiera mnie areszt, mam pozytywną opinię dyrekcji – zapewniał „Kanada”, który od razu zaczął snuć plany, co będzie robił na wolności. – Na pewno na początek będę w programie ochrony świadków, a później zacznę normalne życie. Mam gotową książkę, którą pisałem przez te wszystkie lata. I chciałbym ją wydać – zdradził.

Poza tym nadal będzie składał zeznania, bo procesów z nim jako głównym świadkiem oskarżenia, wiele jest w toku. Trwają również śledztwa. „Kanada” nie ma zamiaru jednak zeznawać przeciwko sędziom lub prokuratorom, nawet jeśli posiada jakieś informacje. - Oni są dla mnie teraz święci. Przekonałem się, że jak ktoś nadepnie im na odcisk, to... - nie dokończył, choć można się łatwo domyślić co miał na myśli. Krzysztof W. za kradzieże samochodów został już skazany na 11 lat (odsiedział siedem), a "wisi" nad nim kolejny, na razie nieprawomocny wyrok, trzech lat.
- Za samochody mam do odsiadki, jak za zabójstwo - mówi.

Nic więc dziwnego, że cieszy go perspektywa opuszczenia murów aresztu. Wcześniej jego wnioski o przedterminowe zwolnienie były odrzucane, a opinie negatywne. Chcieliśmy sprawdzić co wpłynęło na zmianę decyzji i odkryliśmy, że "Kanada"... kłamie! Nieoficjalnie wiemy, że dyrekcja poznańskiego aresztu rzeczywiście wystawiła opinię, ale jest ona dla Krzysztofa W. znowu negatywna. "Nie rokuje, że nie powróci na drogę przestępstwa" - uznali ludzie zajmujący się jego resocjalizacją. Czyli szanse, że odetchnie świeżym powietrzem są raczej mizerne.
 
Czytelnikom, którzy jeszcze nie znają historii „Kanady” przypominamy, że chodzi o złodzieja samochodów, który po wpadce zaczął współpracować z prokuraturą oraz funkcjonariuszami Biura Spraw Wewnętrznych (policji w policji), bo jego zeznania miały pomóc nie tylko w rozbiciu grup przestępczych działających na terenie Poznania, ale również w ujęciu skorumpowanych policjantów. Krzysztof W. zeznawał dużo i chętnie, zarzuty postawiono wielu osobom, prokuratura wysłała kilka aktów oskarżeń. Ewentualne wyjście „Kanady” na wolność to bardzo istotny wątek, bo Krzysztof W. nigdy nie ukrywał, że poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, licząc na szybsze opuszczenie więzienia. Gdy nie dotrzymano danego mu słowa, ujawnił nie tylko okoliczności wymiany informacji z policją, ale również przyznał, iż składając zeznania - kłamał! Powiedział też dlaczego to robił (tutaj więcej informacji). Dwóch policjantów z BSW Paweł G. i Wojciech W. miało mu obiecywać "złote góry", udostępniać materiały operacyjne, sugerować treść zeznań, zabierać na wycieczki np. nad jezioro i tam wykonywać czynności procesowe itp., itd. Po tych rewelacjach, a także naszych publikacjach, Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto wszczęła śledztwo.
 
Nas jednak zaintrygowało coś o czym Krzysztof W. mówił kilkukrotnie podczas wcześniejszych widzeń. A konkretnie o znajomości z Tomaszem M. – innym skruszonym przestępcą, który po zatrzymaniu przez policję zaczął zeznawać przeciwko byłym wspólnikom (i nie tylko). Dla uściślenia – znajomości trwającej również po wpadce. Z relacji „Kanady” wynika bowiem jednoznacznie, że w 2010 roku razem przebywali w tym samym areszcie w Szamotułach, a przez wiele miesięcy nawet w… tej samej celi!!! Co więcej – czynności z Tomaszem M. wykonywali ci sami funkcjonariusze BSW, czyli Paweł G. i Wojciech W. Te same osoby, ale czy te same metody?
 
„Kanada” niby nie chciał na ten temat mówić, bo „Tomek to mój kolega i nie chcę mu zaszkodzić”, ale jednak zdradził co nieco. - Oni spełniali każdą zachciankę – stwierdził. Były wspólne wyjazdy? Spotkania w plenerze?  – Tego nie wiem, ale pewnie kebaba mu kupowali – dodał.
 
Krzysztof W. wielokrotnie twierdził, że policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych udostępniali mu materiały operacyjne, i uczył się zeznawać. Czy jego kolegę traktowano tak samo. "Kanada" zapewniał, że o udostępnianiu akt przez BSW nic nie wiem, ale zna za to inną ciekawą historyjkę. Jego opowieść ubawiła, a słuchającemu włosy mogą stanąć dęba. Z przerażenia. Okazuje się bowiem, że z Tomaszem M. pracowali także policjanci Centralnego Biura Śledczego i jeden z nich miał mu wręczyć sporą ilość materiałów operacyjnych.

- On je trzymał w celi. Tam były ściśle tajne materiały, stenogramy z podsłuchów. On to czytał, ja zresztą też - twierdził w ubiegły czwartek "Kanada". Co ważne, ta sytuacja znana jest rzekomo... w sądzie, bo podczas jednej z rozpraw tak szczegółowa wiedza Tomasza M. wydała się podejrzana i padło pytanie o źródło informacji. Wtedy miał on powiedzieć o dzieleniu się tajemnicami śledztwa przez oficera CBŚ.

Czy to prawda? Trzeba pamiętać, że "Kanada" potrafi i chyba nawet lubi fantazjować? Prokuratura prowadząca już śledztwo w sprawie zachowań policjantów BSW, powinna jednak zweryfikować i ten wątek.

Na koniec jeszcze jedna szokująca informacja. Jeżeli „Kanada” mówił prawdę (a trzeba brać na to spory margines), to doszło do olbrzymiego skandalu. Wspomniany Tomasz M. jest objęty programem ochrony i znajduje się pod opieką Centralnego Biura Śledczego. Jego miejsce pobytu to jedna z najściślejszych tajemnic. Tymczasem nie tylko jest w kontakcie z Krzysztofem W. i pisze do niego listy, ale jeden z policjantów miał „Kanadzie” powiedzieć w jakim mieście obecnie Tomasz M. przebywa. A ten podczas widzenia z naszym reporterem pochwalił się posiadaną wiedzą. Tym razem powiedział o tym dziennikarzowi, a co jeśli taką informację usłyszy ktoś inny…
 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane