Jak podsumowuje fakt.pl, Leszczyński zna Hannę Gronkiewicz-Waltz już od 21 lat, a w tym czasie jego kariera cały czas nabierała tempa. Początkowo był jej szoferem, gdy piastowała stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. W roku 2001, gdy została wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju wyjechał z nią na trzy tygodnie do Londynu. Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz została prezydentem Warszawy Leszczyńskiemu zaproponowano objęcie funkcji tutejszego komendanta Straży Miejskiej. Po pełnym kontrowersji konkursie Leszczyński objął funkcję.
Dziwnym zbiegiem okoliczności czterech z pięciu kandydatów ubiegających się o tę posadę nagle się wycofało, tak, że przed komisją pojawił się tylko ... Zbigniew Leszczyński.
Jak wynika z ustaleń dziennika „Fakt” komendant "pławi się teraz w luksusach". Ma 14 tysięcy zł miesięcznie pensji i dodatkowo pobiera też 3,1 tys. zł emerytury. „W sumie ponad 17 tys. zł! Szef miejskich szeryfów dorobił się też luksusowej willi o powierzchni 147 mkw o wartości 600 tys. zł. Jest też w posiadaniu 1000 metrowej działki wartej 60 tys. zł i skody superb z 2007 roku wycenianej na 40 tys. zł. Na komendę pędzi jednak służbowym Hyundayem ix 35, a przed jego domem stoi też eleganckie audi. Ma również spore zapasy gotówki – zaoszczędzone 20 tys. zł i 3300 sztuk akcji pracowniczych PKO BP” – czytamy w gazecie.
Komendant był również bohaterem prowokacji portalu niezalezna.pl. Ujawniliśmy, że prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz by ratować swoje stanowisko, uciekała się do działań na granicy prawa. Ratusz naciskał na Straż Miejską, by do referendum ograniczyła liczbę wystawianych mandatów. Za pomocą dziennikarskiej prowokacji uzyskaliśmy ostateczny dowód. W nagranej rozmowie komendant Zbigniew Leszczyński potwierdził nasze informacje.
Odsłuchaj pełną rozmowę z komendantem Straży Miejskiej.