Rozkaz z ratusza: Do referendum mniej mandatów! [PROWOKACJA DZIENNIKARSKA NIEZALEZNA.PL]

Patryk Lubon/Gazeta Polska; Hanna Gronkiewicz-Waltz i Jarosław Jóźwiak

Samuel Pereira

Kontakt z autorem

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz by ratować swoje stanowisko, ucieka się do działań na granicy prawa. Ratusz naciskał na Straż Miejską, by do referendum ograniczyła liczbę wystawianych mandatów - dowiedział się portal niezalezna.pl. Za pomocą dziennikarskiej prowokacji uzyskaliśmy ostateczny dowód. W nagranej rozmowie komendant Zbigniew Leszczyński potwierdził nasze informacje. 

Podając się za jednego z radnych Platformy Obywatelskiej, zadzwoniliśmy do komendanta Straży Miejskiej m.st. Warszawy. W rozmowie Leszczyński potwierdza, że Straż Miejska podjęła decyzję by do czasu warszawskiego referendum ograniczyć liczbę mandatów. - Blokady są zakładane tylko w strefie płatnego parkowania. Jeżeli moi to zakładają, to na zlecenie ZDM-u, gdzie jest nieopłacone. Nigdzie indziej nie zakładają - zapewnia w rozmowie z dziennikarzem, podającym się za radnego PO.

Jak można usłyszeć na nagraniu, szef Straży Miejskiej nie ukrywa swojego zdenerwowania strategią referendalną ratusza. Sami funkcjonariusze straży w anonimowych rozmowach są oburzeni faktem, że są wykorzystywani w celach politycznych.

- Zrobiliśmy takie ograniczenia, że teraz strażnicy sami tego nie robią. To jest drugie tyle [mandatów]. Mandaty zostały ograniczone, więcej zejść nie mogę. Porozmawiam na ten temat z szefową, będzie taka chryja [medialna] w drugą stronę, że to głowa mała - denerwował się szef Straży Miejskiej, przypominając że dostaje dziennie 700 skarg od mieszkańców, a musi teraz ograniczyć liczbę mandatów o połowę.

- Dziennie holowaliśmy 80 samochodów w całej Warszawie, a w tej chwili 30 - przypomina komendant. - Zejść z tego nie mogę, bo to są zgłoszenia od mieszkańców i (...) zaraz będę miał chryję z drugiej strony. Ja muszę wszystko wyważyć, bo... to nie jest tak że ktoś sobie postawi, że ja mogę zejść z tego. Wiecie jaka będzie chryja jak ja w ogóle nie będę tego robił? Nie macie wyobraźni że będzie taka awantura, że to głowa mała - denerwuje się komendant Leszczyński.

- To nie jest to, że moi sobie pojadą i oni tylko wyczekują na takie sytuacje. Mam ok. 600 do 700 zgłoszeń do mieszkańców. Ja muszę to wyważać i tak to jest robione. Na pewno tego nie robię, żeby strażnicy sobie sami chodzili. Nie mogę ograniczyć gdy to jest ewidentne. (...) Nie przesadzajcie, co ja zrobię gdy ktoś powie, że dzwonił tyle razy i nikt nie przyjechał? Jak mam to zrealizować? Nie odbierać telefonu? - denerwuje się szef Straży Miejskiej.

Pod koniec rozmowy komendant Zbigniew Leszczyński zapowiada, że jak się opinia publiczna dowie o tym jak Straż Miejska ratuje Hannę Gronkiewicz-Waltz, to zostaną "rozjechani przez media".


ZOBACZ CO JESZCZE MÓWIŁ KOMENDANT:


- Gdzie jest ograniczenie, o którym Jarek Jóźwiak [prawa ręka Hanny Gronkiewicz-Waltz w Ratuszu - przyp. red.] mówił?
- Są ograniczenia tak, że strażnicy w ogóle sami tego nie robią. To jest drugie tyle.
- Szefowa z panem w ogóle cokolwiek rozmawiała? Jarek Jóźwiak zapewniał, że będzie ograniczenie pełne. Mówił, że proszę się nie przejmować, że do referendum załatwione. Mówił mi wyraźnie.
- I tak jest ograniczone, jeżeli holowane było dziennie około 70-80 samochodów w całej Warszawie, a w tej chwili ok. 20-30. To są tylko te, co jest potrzebne, co muszą już wyjechać i to są ze "zgłoszeniówki". Nie zostało ograniczone? Mam panu jeszcze mówić o parkowaniu? Przecież ja tego nie powiem oficjalnie. Chce pan to powiedzieć?
- Mogę powiedzieć
- To następnego dnia będziemy rozjeżdżani przez media w drugą stronę.
(...)
- Czy nie możemy czegoś jeszcze zrobić do referendum?
- Co pan chce żebym jeszcze zrobił?
- Ja nie wiem, wiem tyle co mnie Jóźwiak zapewniał
- A co Jóźwiak? Wie pan co, ja zaraz zadzwonię do niego i zaraz mu powiem parę słów na ten temat, albo do szefowej.

ODSŁUCHAJ NAGRANIE DZIENNIKARSKIEJ PROWOKACJI PORTALU NIEZALEZNA.PL
Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Zmarł popularny w latach 70. aktor i…

Zmarł popularny w latach 70. aktor i…

"To lotnisko będzie jak miasto".…

"To lotnisko będzie jak miasto".…

Władze USA ostrzegają. Podróż do Arabii…

Władze USA ostrzegają. Podróż do Arabii…

Prezydent Ukrainy zwołał gabinet…

Prezydent Ukrainy zwołał gabinet…

Polski arcybiskup obejmie wysokie stanowisko…

Polski arcybiskup obejmie wysokie stanowisko…

Zmarł popularny w latach 70. aktor i piosenkarz

/ pixabay.com/CC0/arcaion

W wieku 67 lat zmarł na Florydzie David Cassidy, amerykański aktor i piosenkarz, którego popularność przypadła głównie na lata 70. - poinformowały we wtorek wieczorem czasu lokalnego amerykańskie media, powołując się na rzeczniczkę Cassidy'ego.

Cassidy zmarł w szpitalu w Fort Lauderdale, do którego trafił przed kilkoma dniami w stanie krytycznym z powodu niewydolności wielonarządowej.

- David odszedł w otoczeniu tych, których kochał

 - powiedziała rzeczniczka piosenkarza, Jo-Ann Geffen.

W latach 70. wyjątkową popularność przyniosła mu rola w serialu telewizyjnym "The Partridge Family". Znany był także z solowych nagrań i piosenek z tego serialu. Podczas swej kariery nagrał siedem studyjnych albumów. W lutym David Cassidy poinformował, że cierpi na demencję. 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl