Borys podkreślił, że „po doniesieniach medialnych i oświadczeniu działacza PO Edwarda Klimka”, złożenie doniesienia do prokuratury było jego obowiązkiem.
"Newsweek" dotarł do nagrania, na którym słychać, jak poseł PO Norbert Wojnarowski, stronnik europosła Jacka Protasiewicza, obiecuje jednemu z delegatów na zjazd dolnośląskiej PO Edwardowi Klimce załatwienie stanowiska w KGHM. W zamian chce oddania głosu na Protasiewicza, który o funkcję szefa dolnośląskiego regionu Platformy rywalizował z Grzegorzem Schetyną.
Później tygodnik dotarł do oświadczenia Klimki, w którym działacz PO twierdzi, że to Wojnarowski poprosił o rozmowę z nim, i że po godzinie od spotkania z posłem zadzwonił do niego jeden z wiceprezesów KGHM. Klimka ocenia, że samo spotkanie miało na celu zaproponowanie mu pracy, ale "z sugestią odpowiedniego głosowania". Jak podkreśla, wcześniej przez rok Wojnarowski nie kontaktował się z nim w ogóle.
„Nie mogę zgodzić się na sytuację, w której do pana Klimki przed zjazdem regionalnym dzwoni jeden z wiceprezesów KGHM i mówi, że we wtorek ma przyjść na rozmowę w sprawie pracy ze zdjęciem karty do głosowania ze zjazdu” - powiedział Borys.
Jak powiedziała rzecznik legnickiej prokuratury Lilianna Łukasiewicz, prokuratora będzie prowadzić łączne postępowanie sprawdzające, o którym zdecydowano zarówno po doniesieniach medialnych, jak i zawiadomieniu złożonym dziś osobiście przez Borysa.
Dodajmy, że dziś wyciekło kolejne nagranie, tym razem filmowe, dotyczące wyborów w Platformie. Widać na nim, jak poseł PO Michał Jaros i radny z Polkowic Tomasz Borkowski namawiają delegata do głosowania na Jacka Protasiewicza. W zamian sugerują, że delegat mógłby trafić do rady nadzorczej jednej z państwowych spółek.
Zobacz komentarze polityczne:
