Jak napisali dziś członkowie zespołu Laska - "po ujawnieniu przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie zeznań tzw. ekspertów Macierewicza okazało się, że żadna z tych osób nie posiada kwalifikacji do autorytarnego wypowiadania się co do przyczyn katastrofy".
"Pomimo iż lansowane przez zespół parlamentarny alternatywne teorie są ze sobą sprzeczne i nie ma żadnych dowodów na ich potwierdzenie, nadal jesteśmy świadkami kampanii kłamstw i oszczerstw, także personalnych, wymierzonych w członków Państwowej Komisji Badań Wypadków Lotniczych" - stwierdzili autorzy oświadczenia.
O tym, kto ma jakie kwalifikacje do wypowiadania się na temat katastrofy smoleńskiej, piszemy obszernie TUTAJ.
Warto jednak zauważyć, że od momentu publikacji w "Gazecie Wyborczej" (17 września 2013 r.) tekstu uderzającego w zespół Antoniego Macierewicza kampania przeciw osobom próbującym wyjaśnić przyczyny tragedii nabrała niezwykłego rozpędu.
Najpierw prokuratura ujawniła treść zeznań przesłuchiwanych naukowców - czego nigdy wcześniej nie robiła. Następnie, 20 września, prokuratura cywilna umorzyła śledztwo w sprawie odpowiedzialności urzędników cywilnych za katastrofę smoleńską, min. Donalda Tuska, MSZ i Biura Ochrony Rządu. Kilka dni później śledczy zamknęli sprawę ostrzelania Lecha Kaczyńskiego w Gruzji (z powodu "niewykrycia sprawców"), nie dopatrując się żadnej winy BOR i MSZ.
Wczoraj prokuratura wojskowa wydała komunikat atakujący zespół parlamentarny, dziś zaś Antoniego Macierewicza i współpracujących z nim uczonych ponownie zaatakował Maciej Lasek i jego ludzie. Opłacani z rządowych pieniędzy eksperci domagają się de facto rozwiązania zespołu parlamentarnego, choć sami skompromitowali się raportem Millera, zawierającym fałszywe informacje i opartym m.in. na zdjęciach ukradzionych od rosyjskiego fotoamatora.
W międzyczasie "Gazeta Wyborcza" ogłosiła rychłe wydanie książki, której współautorką jest Agnieszka Kublik, dziennikarka odpowiedzialna za tekst uderzający w prof. Biniendę, prof. Rońdę i prof. Obrębskiego. Bohaterem dzieła Kublik - tyle że pozytywnym - będzie tym razem Tomasz Turowski. Z opublikowanych wczoraj fragmentów książki mogliśmy się dowiedzieć, że ten komunistyczny szpieg - wyznaczony przez MSZ do organizacji wizyty L. Kaczyńskiego w Smoleńsku - pojechał w latach 80. do Watykanu, by... na zlecenie komunistów chronić Jana Pawła II. Cezary Gmyz, autor tekstów ujawniających haniebną przeszłość Turowskiego, skomentował treść książki Kublik krótko: "Jeśli Turowski miał chronić papieża, to nie ochronił, jeśli miał chronić Lecha Kaczyńskiego, to też mu się nie udało".