Informację o fatalnej frekwencji zaczerpnęliśmy u źródła, ze strony internetowej Platformy Obywatelskiej.
„6 sierpnia o północy zakończyło się głosowanie internetowe na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej RP. Swój głos drogą elektroniczną oddało 27,69 proc. członków partii” – czytamy na stronie platforma.org
To dość zaskakująca informacja, że tylko co czwarty działacz Platformy wziął udział w tak ważnym dla partii wydarzeniu, jakim jest wybór przewodniczącego. Wprawdzie na stronie PO pocieszają się, że „ciągle trwa jeszcze głosowanie korespondencyjne, które zakończy się o północy 19 sierpnia”, ale trudno spodziewać znacznej poprawy frekwencji. Zdecydowanie wygodniejsze jest „kliknięcie” w Internecie niż bieg na pocztę i wydawanie na znaczek.
Skąd więc tak marne zainteresowanie? Mamy kilka podejrzeń. Być może to uboczny skutek ogłoszenie przez Donalda Tuska, że w niektórych wyborach nie ma sensu brać udziału. Parafrazując słowa premiera, nie oddanie głosu na obecnego szefa partii jest wyrazem nieufności wobec niego.
A może rejestry członków Platformy Obywatelskiej, są nie do końca zgodne z rzeczywistością, i tak naprawdę do partii należy znacznie mniej osób. Mieliśmy już przecież afery w Platformie z tzw. „martwymi duszami”.
Jeszcze jeden, warty zacytowania, fragment tekstu ze strony internetowej Platformy Obywatelskiej:
"Głównym partnerem w przygotowaniu wyborów jest firma TNS Polska. Pozostali partnerzy to: instytut badawczy NASK - Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa , firma Orange oraz grupa kryptologów z Politechniki Wrocławskiej, pod kierownictwem prof. dr hab. Mirosława Kutyłowskiego".