Jeszcze kilka miesięcy Wojciech Jaruzelski był rzekomo tak obłożnie chory, że nie mógł brać udział w procesach o zbrodnie stanu wojennego. Później cudownie ozdrowiał. Na tyle, że mógł nawet wziąć udział w urodzinowej imprezie zgotowanej mu m.in. przez byłych towarzyszy z PZPR. Później znowu podupadł na zdrowiu. Zapewne na wiadomości, że prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej chcą ponownego przebadania Jaruzelskiego przez biegłych, a sąd podzielił ich zdanie.
Przypadkowo problem połowicznie sam się rozwiązał. Po komunikacie płk Grzegorza Kade, rzecznika Centralnego Szpitala Klinicznego MON w Warszawie, do którego Jaruzelski trafił zeszłego czwartku. Powodem hospitalizacji było zakażenie układu moczowego z towarzyszącą gorączką oraz osłabieniem. Dzisiaj Jaruzelski wyszedł ze szpitala.
- Leczenie będzie kontynuowane w trybie ambulatoryjnym - powiedział Kade. Ważniejsza jest jednak inna informacja podana w depeszy PAP cytującej lekarza: "Biorąc pod uwagę wiek pacjenta i jego schorzenia, jego ogólny stan określił jako "zadowalający".
Czas wyciągać sądowe akta.