W 1982 r., zaledwie kilka tygodni po wyborze na kanclerza Niemiec, Helmut Kohl (CDU) w rozmowie z Thatcher miał jej powiedzieć w zaufaniu, że w następnych czterech latach koniecznością jest „zredukowanie o 50 procent liczby tureckich imigrantów – ale publicznie nie może tego powiedzieć”, cytuje „Spiegel Online“ dokumenty brytyjskich archiwów państwowych.
W oficjalnej rozmowie polityk CDU miał powiedzieć Thatcher, że jest niemożliwością zasymilowanie obecnej liczby Turków. Co drugi z nich musi opuścić Niemcy. Dla tych, którym byłoby wolno zostać, Kohl przewidywał specjalne przeszkolenia. Przede wszystkim obowiązkowa miała być nauka języka niemieckiego - podaje niemiecka rozgłośnia "Deutsche Welle".
„Niemcy nie mają problemu z Portugalczykami, z Włochami, nawet z imigrantami z południowo-wschodniej Azji. Wszystkie te społeczności dobrze się zintegrowały”, cytuje kanclerza w protokole rozmowy Coles. „Ale Turcy przybyli z bardzo odmiennego kręgu kulturowego”, stwierdził Kohl, a jako przykład „starcia dwóch różnych kultur” podał przymusowe małżeństwa i pracę na czarno.
„RFN zintegrowało 11 mln Niemców z krajów Europy Wschodniej. Ale to wszystko Europejczycy, dlatego nie stanowili problemu” - argumentował Kohl. Polityk CDU zamierzał skapitalizować płacone przez tureckich imigrantów składki na ubezpieczenie społeczne i wracającym do Turcji wypłacić odszkodowanie.
Helmut Kohl był kanclerzem od 1982 do 1998 r. Wielokrotnie podkreślał, że Niemcy nie są krajem imigracyjnym. W 1982 r. w RFN żyło 1,5 mln Turków. Zaczęto ich ściągać jako gastarbeiterów na początku lat 60., kiedy w szybko rozwijających się gospodarczo zachodnich Niemczech gwałtownie potrzebne były ręce do pracy. Dzisiaj żyje w RFN prawie 3 mln obywateli tureckiego pochodzenia, ponad połowa posiada obywatelstwo niemieckie. Jednak nadal pozostaje problem integracji Turków z niemieckim społeczeństwem.