Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​Zaskakująca decyzja sądu

Warszawski sąd zlecił prokuraturze dodatkowe badanie filmów kompromitujących byłego członka „Platformy Obywatelskiej” Krzysztofa Piesiewicza. Śledczy są zaskoczeni taką decyzją. Obawiają się, że proces może być celowo opóźniany.

Autor:

Warszawski sąd zlecił prokuraturze dodatkowe badanie filmów kompromitujących byłego członka „Platformy Obywatelskiej” Krzysztofa Piesiewicza. Śledczy są zaskoczeni taką decyzją. Obawiają się, że proces może być celowo opóźniany.

Decyzja sądu została wydana w trybie, który nie pozwala na odwołanie się od niej – informuje RMF FM. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter stacji, śledczy mają trzy miesiące na wykonanie zdjęć z sekwencji filmu, po ujawnieniu którego Piesiewicz został oskarżony o posiadanie narkotyków i wycofał się z polityki. Chodzi o nagranie, na którym ubrany w sukienkę wciągał biały proszek w towarzystwie dwóch kobiet.

Filmy były badane przez biegłych, którzy wydali o nich wiele opinii - mówi reporterowi RMF FM Renata Mazur z prokuratury okręgowej na warszawskiej Pradze. Podkreśla, że proces trwa już od roku, a sędzia miał akt oskarżenia i mógł się zapoznać z dowodami. Sąd w żaden sposób nie komentuje swojej decyzji, zasłaniając się przy tym utajnieniem procesu.

W grudniu 2009 r. „Super Express” ujawnił film z udziałem ubranego w sukienkę Piesiewicza, nagrany w jego mieszkaniu przez Joannę D. Film - na którym słychać wulgarne komentarze kobiety - miał być dowodem, że senator posiadał i zażywał narkotyki. Piesiewicz zaprzeczył, by zażywał narkotyki. Twierdził, że nie była to kokaina, ale sproszkowane lekarstwa. Zarazem przyznał, że zdarzało mu się zażywać narkotyki, ale wiele lat wcześniej. Mówił, że Joannę D. poznał przypadkowo przed hotelem i kilka razy się z nią spotkał.

Piesiewicz zawiesił wówczas członkostwo w klubie parlamentarnym PO. W ostatnich wyborach chciał startować do Senatu z własnego komitetu.

Spotkanie Piesiewicza z Joanną D. i striptizerką Joanną S. nagrano we wrześniu 2008 r., a potem kilka razy „odsprzedawano” politykowi kompromitujące taśmy. Według mediów, senator miał w sumie zapłacić za nagrania ponad 550 tys. zł, m.in. w październiku 2008 r. za „odkupienie” taśm zapłacił 196 tys. zł nieustalonej do dziś kobiecie, podającej się za dziennikarkę.
 

Autor:

Źródło: RMF FM

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane