Po wczorajszym spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim, dziś o godz. 12:00 prezes Prawa i Sprawiedliwości wygłosi oświadczenie. Publicznie wiadomo, że czwartkowe rozmowy zakończyły się fiaskiem, a politycy współtworzący stowarzyszenie "Rozwój Plus" nie zdecydowali się na podpisanie oświadczeń dotyczących nieuczestniczenia w organizacjach o charakterze politycznym.
Dlaczego? Na to pytanie odpowiedział dziś m.in. Michał Dworczyk, eurodeputowany PiS na antenie TV Republika: Dworczyk ujawnia kulisy rozmów z prezesem PiS. Morawiecki miał przedstawić 21 propozycji
Muller: lojalność udowadnia się w inny sposób
Swoje zdanie na ten temat przedstawił również inny europoseł PiS, Piotr Müller. W dzisiejszej rozmowie z TVN24 przyznał, że "lojalność udowadnia się przede wszystkim w działaniu - przekonywał. […] Chyba wystarczająco razy wszyscy udowodnialiśmy w Stowarzyszeniu Rozwój Plus, że jesteśmy lojalnymi członkami PiS. W związku z tym nie czuję potrzeby podpisywania lojalek, bo przychodzą mi złe porównania, jeżeli chodzi o tego typu dokumenty. Lojalność w inny sposób się udowadnia niż siłowe tego typu próby wymuszania na nas oświadczeń".
Zaznaczył, że "40 posłów na Sejm RP - europosłow tu odkładam na bok w tej chwili, bo to jest mniej istotne - jest członkami stowarzyszenia. Z wiedzy, którą posiadam, nie złożyło tych lojalek".
Jego zdaniem - "grupa intrygantów przekonała prezesa mojej partii, wobec którego byliśmy lojalni tyle lat i jesteśmy nadal lojalni, do podejmowania decyzji o tym, żeby rozwalić największą partię opozycyjną w Polsce".
Ta grupa osób, które przeprowadziły w zaledwie tydzień całą tę intrygę, choć pewnie pracowały dużo wcześniej, widocznie ma taką mentalność [żeby nas upokorzyć]. Jacek Kurski, Jacek Sasin czy Patryk Jaki
– wymienił.
On [prezes Jarosław Kaczyński] sam podejmuje decyzje, natomiast słucha się złych rad i to jest dla mnie bardzo trudne i emocjonalnie bardzo ciężkie
– dodał.
Ponadto, eurodeputowany PiS przyznał: "jest mi niezwykle smutno, że partia polityczna, w której jestem kilkanaście lat, a moi koledzy zakładali tę partię, jest przejmowana przez byłych polityków Suwerennej Polski, że następuje to co mówiliśmy: suwpolizacja mojej partii politycznej. Że takie osoby jak Jacek Kurski nadal odgrywają tam ważną rolę. To jest po prostu coś fatalnego".
Nie mogę się zgodzić na to, aby moja partia polityczna jechała prosto w ścianę i zaraz się rozbiła. Naszym obowiązkiem i poczuciem odpowiedzialności jest to, aby powiedzieć, że trzeba się zahamować w sytuacji, kiedy widzimy nadciągającą ścianę
– ocenił.
Jak stwierdził - "to jest ten język, który proponuje Dariusz Matecki, te osoby, które w tej chwili odpowiadają de facto za komunikację w partii, czyli język bardzo radykalny, który ściga się z Grzegorzem Braunem, a którego ja nie akceptuję. To jest też zamykanie się PiS na inne środowiska polityczne".