W czwartek Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie. Byłemu prezydentowi stawiano zarzut składania fałszywych zeznań w sprawie dotyczącej autentyczności tzw. teczek Kiszczaka - poinformował zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie prok. Wojciech Sitek.
Zdumiewające okazało się uzasadnienie decyzji. Prokurator, która podpisała się pod umorzeniem, zakwestionowała opinie biegłych z zakresu badania pisma z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. Ci jednoznacznie ustalili, że większość podpisów została sporządzona przez byłego prezydenta.
Jak podważono linię biegłych? Z Wałęsy - także w czasie, kiedy pełnił funkcję przewodniczącego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" - zrobiono… analfabetę.
„Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność", były pisane dla niego przez inne osoby”
- czytamy w oficjalnym komunikacie śledczych.
Prof. Sławomir Cenckiewicz zwrócił uwagę na ten fragment uzasadnienia.
„Żebyście Państwo dobrze zrozumieli (bo widzę, że wielu tego nie pojmuje): szaleńcy Tuska z prokuratury uznali, że Wałęsa był "wtórnym analfabetą" nie tylko w okresie 1970-1976 r. czyli w okresie współpracy z SB jako "Bolek", ale również jako przewodniczący NSZZ "Solidarność"! Rozumiecie!!! Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu "Solidarności" stał "wtórny analfabeta"
- zinterpretował.
Decyzja wywołała wielkie emocje.