Wielkie brawa dla reżysera Tomasza Gomoły i zespołu nie tylko za gigantyczny czteroletni wysiłek zrekonstruowania w formacie 3D centrum przedwojennej Warszawy, ale przede wszystkim za podejście do tematu. Oto na początku tego krótkiego filmu pojawiają się daty niezwykle ważnych wynalazków, osiągnięć, rekordów i odkryć z różnych dziedzin. Obok dat poznajemy nazwiska pionierów, odkrywców, wynalazców, naszych rodaków, o których wielu z nas dopiero na filmie usłyszało po raz pierwszy. Może trochę nieskromnie autorzy puszczają do nas oko, że oglądany film także jest pierwszym w swojej kategorii. Bo istotnie, „Warszawa 1935” to pionierska filmowa rekonstrukcja zrealizowana na wielką skalę i z wielkim rozmachem. To nie wirtualna scenografia, jaką tworzy się już od wielu lat na potrzeby filmowych produkcji - czytamy w "Gazecie Polskiej Codziennie".
Autorzy jako pierwsi pieczołowicie odtworzyli spory fragment istniejącego kiedyś miasta, tak jak archeolodzy z nadzwyczajną troską, delikatnie, pędzelkiem spod warstwy mułu i brudu wydobywają ukryte piękno greckich rzeźb znalezionych na dnie morza. Marszałkowska, plac Dąbrowskiego, Świętokrzyska, Chmielna, Sienna, plac Napoleona, Ogród Saski odkrywają przed nami swoją urodę w blasku gazowych i elektrycznych latarń. Wieczór po deszczu lśni mokrą nawierzchnią granitowej kostki, na gmachach jaśnieją neony, ulicami suną dorożki, tramwaje i luksusowe limuzyny. Ktoś rozmawia na stopniach kościoła Zbawiciela, przed Dworzec Wiedeński podjeżdżają powozy, samochody, podróżni wyjmują walizki z bagażnika. "Zapewne żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają tamtą Warszawę. To niesamowite móc zobaczyć ten film i porównać z obrazem zachowanym we wspomnieniach z dzieciństwa. Dopiero teraz rozumiem tych, którzy mówili, że kochali to miasto. Pewnie łatwiej też pojąć, dlaczego tak wielu ludzi było gotowych oddać życie na barykadach Warszawy" - pisze Jan Pospieszalski.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"