W wywiadzie dla portalu pch24.pl Roman Graczyk pytany o to, czy warto było zaglądać do teczek ludzi środowiska „Tygodnika Powszechnego” stwierdził, że zawsze warto jest drążyć prawdę, a jeśli ktoś chce ją drążyć, musi się liczyć z tym, że zapłaci za to wysoką cenę.
Zdaniem historyka pozew wytoczony przez syna Mieczysława Pszona, redaktora „Tygodnika Powszechnego”, o którego kontaktach z SB Graczyk pisał w swojej książce był inspirowany przez lobby antylustracyjne, a istotą całego sporu była wolność słowa i to „czy będzie można pisać w Polsce uczciwe książki historyczne”.
Roman Graczyk przyznaje, że jeszcze przed wydaniem książki o związkach ludzi „Tygodnika Powszechnego” z SB straszono go poważnymi konsekwencjami.
- Mniej więcej rok przed ukazaniem się książki Krzysztof Kozłowski poprzysiągł mi zemstę, zarzekając się, że zrobi wszystko, by to, co napiszę, nie zostało wydane. Zagroził też, że gdyby udało się wydać książkę, to mnie po prostu „zgnoi”. Podobnie wypowiedział się Marek Skwarnicki. Sądzę, że wykonują teraz to, co zapowiedzieli – tłumaczy Graczyk w rozmowie z pch24.pl.
Historyk wyjaśnia, że Krzysztof Kozłowski, polski dziennikarz, a zarazem były minister spraw zagranicznych oraz szef Urzędu Ochrony Państwa „jest kimś w rodzaju lidera tzw. grupy starego „Tygodnika Powszechnego”, która odeszła z redakcji po tym, jak wyszło na jaw, że ks. Mieczysław Maliński współpracował z SB”. Według Romana Graczyka grupa ta jest „radykalnie antylustracyjna”.
W pierwszej części wywiadu dla pch24.pl Graczyk ujawnił kulisy pracy w „Gazecie Wyborczej” i otwarcie mówił o stosowanych wobec dziennikarzy praktykach. W wywiadzie dla internetowej strony pisma „Polonia Christiana” Roman Graczyk zdradził też ciekawe informacje dotyczące Lesława Maleszki, tajnego współpracownika komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, pracującego swego czasu w „Wyborczej”.
