Waldemara Pawlaka z politycznego letargu wyrwała sensacyjna wiadomość, że ktoś odważył się stanąć z nim do walki o przywództwo w partii.

(fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska)
Waldemar Pawlak zobaczył rywala. Jak spod ziemi, na politycznym szlaku Pawlaka wyrósł Janusz Piechociński, który zakwestionował jego przywódcze metody i politykę partii. Pawlak zaczął się bać...

(fot. Małgorzata Armo/Gazeta Polska)
Widząc Waldemara Pawlaka w takim stanie jego „przyjaciele z rządu” postanowili go pocieszyć. Nawet premier Tusk zanucił „Panie Waldku, Pan się nie boi...” z legendarnej piosenki „Kultu”.

(fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska)
Gdy wszystko zdawało się znów układać po jego myśli, delegaci PSL nagle wybrali nowego prezesa, a zaskoczony (i chyba nieco obrażony) Pawlak zapowiedział, że odchodzi z rządu.

(fot. Patryk Luboń/Gazeta Polska)
Kto wie, może i tym razem premier poklepie go łagodnie po plecach i zanuci: „Panie Waldku, Pan się nie boi...” Ale ten uśmiech Donalda Tuska jakiś taki nieszczery. A to nie wróży Pawlakowi zbyt dobrze.

(fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska)
