W Rosji internet, a zwłaszcza takie serwisy społecznościowe jak Facebook czy Twitter w Rosji odgrywają pierwszoplanową rolę w rozpowszechnianiu idei opozycji i koordynowaniu jej działań protestacyjnych. Dlatego przedstawiciele opozycji alarmują, że decyzje Kremla są w rzeczywistości zamachem na wolność sieci.
1 listopada weszła w życie nowelizacja ustawy o internecie. Oficjalnie rosyjskie władze zapewniają, że zmiany mają służyć ochronie niepełnoletnich przed nieodpowiednimi treściami. W rzeczywistości jednak nowa polityka filtrowania internetu, obejmująca czarną listę zakazanych stron, jest bardzo wygodnym narzędziem cenzury, które wymierzone w opozycję może skutecznie zlikwidować ostatnie bastiony wolności w Rosji.
Politykę Kremla krytykują m.in. publicyści „Washington Post”, przywołując opinię dziennikarzy, Andrieja Sołdatowa i Iriny Borogan - autorów książki na temat rosnącego znaczenia Federalnej Służby Bezpieczeństwa za rządów Władimira Putina.
- Technologia potrzebna do egzekwowania czarnej listy (tj. zakazanych stron) dostarczy władzom infrastruktury, której potrzebują one, by monitorować na masową skalę aktywność w rosyjskim internecie, „szpiegować miliony Rosjan – zauważa „Washington Post”.
Zdaniem specjalistów władzom Kremla nie chodzi jedynie i możliwość zastraszania dostawców internetowych czy zamykanie konkretnych stron, lecz przede wszystkim o dostęp do strumienia danych i możliwość jego przeszukiwania. Warto także przypomnieć, że w ostatnim czasie w Rosji przywrócono odpowiedzialność karną za oszczerstwo oraz znacznie poszerzono wykaz działań traktowanych jako „zdrada stanu”.

