Zdaniem ekspertów z dziedziny IT Sąd Najwyższy sporo przepłacił za odświeżenie swojej strony internetowej i systemu intranetowego. Za 554 tys. zł można było stworzyć przyzwoity portal urzędowy i przeszkolić w jego obsłudze cały zespół administratorów. Sąd Najwyższy najwyraźniej wybrał drogę na skróty i bez przetargu przyjął ofertę, która jak się okazało jest daleka od ideału.
Z ustaleń "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że Sąd Najwyższy broni się, że modernizacja była tak droga, bo trzeba było zmieniać archaiczny, zbudowany 12 lat temu portal. Na całą sprawę nowe światło rzuca Fundacja ePaństwo, która uzyskała dostęp do umowy z zewnętrzną firmą odpowiedzialną za modernizację strony SN. Specjaliści nie pozostawiają na nowym projekcie suchej nitki.
- Oprócz niespecjalnie rozbudowanej funkcjonalności strona dodatkowo jest dziurawa, są na niej liczne błędy bezpieczeństwa pozwalające zewnętrznym użytkownikom na dostęp do treści, które miały być przeznaczone tylko dla administratorów portalu Sądu Najwyższego - tłumaczy Daniel Macyszyn z Fundacji ePaństwo.

