Z ustaleń reporterów „Faktu” wynika, że choć śledczy uznali za najbardziej prawdopodobną hipotezę samobójstwa, prokuratura bada czy ktoś namawiał chorążego Musia do targnięcia się na swoje życie. Śledczy zakładają, że chorąży mógł działać pod silną presją.
Dariusz Ślepokura z warszawskiej Prokuratury Okręgowej potwierdza, że w toku śledztwa sprawdzane są billingi rozmów telefonicznych chor. Musia oraz trwają ustalenia z kim nawigator kontaktował się przed śmiercią. Pierwsi świadkowie są już przesłuchiwani.
Okazuje się, że Remigiusz Muś w dniu śmierci miał się spotkać z kolegami ze zlikwidowanego specpułku. Choć wcześniej potwierdził swoją obecność, na spotkanie nie dotarł. Wyszedł z domu ok. godz. 22.00 nie informując żony dokąd się wybiera. O godz. 23.30 na miejsce wezwana została policja, ponieważ żona znalazła ciało Remigiusza Musia w piwnicy.
Remigiusz Muś był jednym z najważniejszych świadków w śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej. Słyszał komendy wydawane z wieży w Smoleńsku, podczas przesłuchania mówił też o dwóch eksplozjach, które nastąpiły przed zgaśnięciem silników Tu-154M.
