Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Błędy w MSZ będą "tajemnicą dyplomatyczną"?

Kierownictwo MSZ najwyraźniej próbuje wmówić Polakom, że kompromitujące wpadki Radosława Sikorskiego i jego urzędników wynikają z nadmiernej jawności.

Autor:

Kierownictwo MSZ najwyraźniej próbuje wmówić Polakom, że kompromitujące wpadki Radosława Sikorskiego i jego urzędników wynikają z nadmiernej jawności. W resorcie spraw zagranicznych trwają prace nad nową ustawą, która przewiduje m.in. wprowadzenie instytucji "tajemnicy dyplomatycznej".

"Do prac rządu jest już wprowadzony projekt nowej ustawy o służbie zagranicznej przygotowywany przez MSZ. Do tego projektu od miesięcy przygotowujemy zapisy, które stworzą coś, co na roboczo nazywamy tajemnicą dyplomatyczną" - powiedział rzecznik MSZ Marcin Bosacki.

Rozwiązanie, które chce wprowadzić resort do nowej ustawy o służbie zagranicznej, wprowadzałoby dodatkową kategorię informacji prawnie chronionych. 

"Tajemnica dyplomatyczna" miałaby obejmować informacje dot. spraw zagranicznych lub członkostwa Polski w UE, których udostępnienie osobom niewykonywującym zadań publicznych w tym zakresie mogłoby zagrozić realizacji naszych zadań lub osłabić pozycję negocjacyjną.

Za ujawnienie "tajemnicy dyplomatycznej" urzędnik ponosiłby odpowiedzialność dyscyplinarną, a niewykluczone, że również karną.

- Nowa kategoria "Tajemnica dyplomatyczna" brzmi trochę śmiesznie. Moim zdaniem to próba zrzucenia odpowiedzialności na poszczególnych urzędników. Dzisiaj za kategorie, które istnieją – „ściśle tajne”, „tajne”, „poufne” i „zastrzeżone” - odpowiedzialność ponoszą bowiem kancelarie - komentuje Witold Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych. 


Waszczykowski zwraca uwagę także na inny absurdalny pomysł MSZ: Na nowej stronie MSZ są blogi, na których nasz ambasador w Anglii wydziwia na temat stanowiska Davida Camerona, premiera Wielkiej Brytanii. Inny nasz ambasador - w Tokio - pisze jakieś felietony, a dyrektor polityczny pisze komentarze, w których dyskutuje z opozycją.
To są wszystko urzędnicy służby cywilnej, a nie politycy, którzy mają legitymację do dyskutowania w przestrzeni politycznej. Tymczasem debatują sobie na tematy zagraniczne, oceniając swoich partnerów w stolicach, których urzędują. To jakieś kuriozum. To samo robi Sikorski. Powstaje pytanie, czy nie za daleko to poszło? To zadziwiająca sytuacja
.





 

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane