Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Mucha zostaje. Tusk tłumaczy się z blamażu

Donald Tusk nie przyjął dymisji minister sportu Joanny Muchy.

Autor: ,

Donald Tusk nie przyjął dymisji minister sportu Joanny Muchy. Premier tłumaczył się ze skandalu, nazwanego już Basenem Narodowym - czyli odwołania meczu Polska-Anglia z powodu deszczu.

"Zachowanie pani minister świadczy o tym, że czuje się zaszczuta tym wszystkim" - powiedział Tusk, broniąc Joanny Muchy. Mówił też o "brutalnej nagonce" wobec minister sportu.

Ze słów Tuska, który streścił raport przygotowany po aferze, wynika, że w zasadzie nikt nie odpowiada za kompromitację Polski na całym świecie. 

"Nie wiem, czy ktokolwiek podjąłby decyzję o zamknięciu dachu po usłyszeniu od piłkarzy, żeby grać na stadionie z otwartym dachem. Trudno mieć pretensje do szefa Narodowego Centrum Sportu, że nie przewidział, że opady będą takie duże" - powiedział Tusk.

Jedyny zarzut premiera do organizatorów meczu to... brak determinacji.

Premier stwierdził, że raport po kontroli w Ministerstwie Sportu i Narodowym Centrum Sportu nie pozostawia wątpliwości, że nadzór resortu nad NCS jest niewystarczający i rozproszony. Zdaniem Tuska trudno jest wskazać w resorcie sportu jedną, konkretną osobę odpowiedzialną za nadzór nad Narodowym Centrum Sportu. Jednocześnie według premiera raport jednoznacznie stwierdza, że niewystarczający nadzór nie miał żadnego znaczenia w związku z przygotowaniami do meczu Polska-Anglia. Tusk oświadczył, że nie przyjmuje dymisji Joanny Muchy i dał jej czas do końca roku na podjęcie działań naprawczych, prowadzących do zbudowania poprawnie funkcjonującego nadzoru w ministerstwie.

- Raport nie stwierdza uchybień, ale ja miałbym wyższego rzędu oczekiwania wobec szefostwa NCS w związku z tym wydarzeniem. Mam wrażenie, że potraktowano ten mecz jak kolejną imprezę na stadionie i nie zwrócono uwagi, jak ważne było to wydarzenie dla każdego polskiego obywatela. (...) NCS mi nie podlega, ale minister sportu zna moją ocenę tej instytucji i jej szefa - oświadczył Donald Tusk.

Donald Tusk przyznał, że względy bezpieczeństwa nie zezwalają na otworzenie dachu gdy pada deszcz i w zasadzie nie ma takiej technicznej możliwości, aby otworzyć dach w czasie opadów. Granie na zadaszonym stadionie zdaniem Tuska wymaga podjęcia decyzji o zasunięciu dachu z odpowiednim wyprzedzeniem i wyobraźnią.

- Zgodnie z przepisami każdy swoją pracę wykonał, ale oprócz przepisów potrzebne jest jeszcze szczególne napięcie i troska, jeśli ma się świadomość ile osób czeka na ten mecz. Zabrakło wyobraźni wszystkim bez wyjątku. Świadomość, że można zwalić na kogoś odpowiedzialność spowodowała że nikt do końca nie czuł się odpowiedzialny, żeby na wiele godzin przed meczem podjąć decyzję o zamknięciu dachu – stwierdził Donald Tusk.


Autor: ,

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska