- Poprzez wykluczenie z obrad komisji części parlamentarzystów będących ich członkami, sygnalizujących żywotne zainteresowanie tematem obrad i potrzebę uczestnictwa w dyskusji, obaj przewodniczący sprzeniewierzyli się zasadzie jawności (pkt. 2 art. 2 Zasad Etyki Poselskiej), rzetelności (art. 2 pkt. 3 ZEP) oraz odpowiedzialności (art. 2 pkt. 5 ZEP) - czytamy w uzasadnieniu wniosku posła PiS.
Sprawa dotyczy piątkowego, popołudniowego posiedzenia połączonych Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Kultury Fizycznej i Sportu. Posłowie opozycji mieli na nim zadawać pytania minister sportu Joannie Musze i wiceministrowi spraw wewnętrznych Michałowi Deskurowi. Chodziło głównie o stan zabezpieczeń Stadionu Narodowego.
Choć zwyczajem jest, że członkowie komisji są powiadamiani o godzinie i miejscu rozpoczęcia posiedzeń SMS-em, tym razem posłowie z Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.... nie otrzymali żadnej wiadomości. Co więcej - wiceprzewodniczący komisji Jerzy Polaczek (PiS) otrzymał od jej przewodniczącego Marka Biernackiego informację, że posiedzenie rozpocznie się o godz. 17. - Okazało się jednak, że rozpoczęcie prac nastąpiło około półtorej godziny wcześniej - mówił nam Jerzy Polaczek.
Gdy posłowie opozycji przybyli na posiedzenie, było już za późno. Przewodniczący obradom Ireneusz Raś (PO) zamknął je.
- Kiedy dotarłem na posiedzenie komisji, dowiedziałem się, że z braku kworum zostało ono rozwiązane. Jestem przekonany, że zrobiono to celowo. Najwidoczniej komuś zależało, żebyśmy nie zadali minister sportu Joannnie Musze i wiceministrowi Deskurowi niewygodnych pytań - komentuje Tomasz Kaczmarek.
