Wynika z nich, że gen.Błasik nie odczytywał kluczowych słów mówiących o wysokości samolotu na wysokości 250 m oraz później na 100 metrach.
Na obecności gen.Błasika w kokpicie zbudowano całą fałszywą tezę mówiącą o tym, że poprzez gen. Błasika śp. Lech Kaczyński naciskał na pilotów. Jedyna informacja w raporcie MAK-u mówi, że ciało gen. Błasika znajdowało się w sektorze numer jeden, w którym znajdował się kokpit. Natomiast informacje mówiące o rzeczach gen.Błasika mówią już o innym sektorze.
Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych pułkownik Edmund Klich idzie w zaparte i uważa, że opublikowany przez wojskowych śledczych stenogram z zapisem rozmów z kokpitu Tupolewa, nie wpływa na ogólne ustalenia polskiej komisji, która badała przyczyny katastrofy smoleńskiej.
- Błasik był w kokpicie. Takie są fakty podane przez Rosjan. To oni prowadzili analizy, to oni widzieli, gdzie było to ciało. Uznała to także komisja Millera. Nie mam powodów w to wątpić - mówił Edmund Klich
Edmund Klich nie słyszał na taśmach głosu generała A. Błasika. ale wierzy w dokumenty stworzone przez Rosjan.
Z opinii fonoskopijnej którą na jej zlecenie zrobili krakowscy biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Shena jasno wynika miedzy innymi, że głos do tej pory przypisywany generałowi Andrzejowi Błasikowi, jest głosem drugiego pilota mjr Roberta Grzywny.
W ustaleniach MAK zapisano, że Dowódca Sił Powietrznych był w kokpicie i nie był przypięty pasami.
Prokuratorzy wojskowi na konferencji prasowej uchylali się od odpowiedzi kto odczytywał słowa, które przypisywane były gen.Błasikowi.