Po rozdaniu kaftanów bezpieczeństwa i utworzeniu kordonu "wariatów" z Piotrem Lisiewiczem-"Leninem" doszło do szturmu na gmach sądu rejonowego, gdzie miał przebywać sędzia Jabłoński. "Wariaci" nie zostali jednak wpuszczeni przez ochronę do środka. Odstąpili definitywnie dopiero po uzyskaniu zapewnienia, że zostaną powiadomieni, gdy pojawi się sędzia Jabłoński.
"Mam halucynacje – nie widzę dróg i autostrad", "Mam paranoję – nie wierzę Putinowi", "Posłuchałem dowcipów Komorowskiego. Popadłem w depresję" – to tylko niektóre transparenty, które symbolizowały podczas demonstracji przypadłości jakie przytrafiły się Polakom.
Na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie – w dniu demonstracji związkowców "Solidarności" panował wielki korek. Policjanci stwierdzili jednak, że uczestnicy happeningu tamują ruch i rozpoczęli ich spisywanie. Tak oto happenerzy stali się przyczyną gigantycznego paraliżu komunikacyjnego, jaki panował dziś w stolicy. Ale czy na pewno tak było? – Nie ma żadnych korków w Warszawie, tu nie ma korka – skandowali na przemian Piotr Lisiewicz i inni uczestnicy manifestacji. – Jechać dalej, nie blokować jezdni – krzyczeli w stronę samochodów poruszających się wolniej od pieszych.
– Czy widzi pani zieloną wyspę? Czy widzi pan autostrady? – pytali happenerzy przechodniów. Zdecydowanie najczęściej nagabywane były osoby ubrane na zielono.
Uczestnicy protestu apelowali także o zbadanie Donalda Tuska i zaaplikowanie mu serii bolesnych zastrzyków, a także elektrowstrząsów. Jego paranoidalna fobia antykibicowska wskazuje bowiem na głębokie wyczerpanie nerwowe i pogłębiającą się utratę kontaktu z rzeczywistością. Ów krytyczny stan zdrowia premiera zdają się także potwierdzać plotki, jakoby ciskał przedmiotami w kogokolwiek i gdziekolwiek popadnie. Dochodzą do tego halucynacje i omamy objawiające się dostrzeganiem zjawisk, których nie widzą inni obywatele, jak perfekcyjnie wykończone superstadiony i tysiące kilometrów autostrad, a także nowoczesna służba zdrowia i dobrze zarabiający nauczyciele.
Przedstawiamy fotorelację z tego wydarzenia:

Tomasz Sakiewicz i Piotr Lisiewicz, fot. Andrzej Hrechorowicz

Policjant spisuje Anitę Czerwińską, szefową warszawskiego klubu "Gazety Polskiej", fot. Andrzej Hrechorowicz

Piotr Lisiewicz w otoczeniu "wariatów", fot. Andrzej Hrechorowicz

Młode pokolenie "wariatów", fot. Andrzej Hrechorowicz

Zwariował przez Komorowskiego, fot. Andrzej Hrechorowicz

Na pierwszym planie dziennikarz "Gazety Polskiej" Filip Rdesiński i redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz, fot. Andrzej Hrechorowicz

fot. Andrzej Hrechorowicz

fot.:Marcin Pegaz

fot.:Marcin Pegaz

fot.Marcin Pegaz
fot.Marcin Pegaz

fot.:Marcin Pegaz

fot.:Marcin Pegaz

fot.Marcin Pegaz