Prowadzący program Miłosz Kłeczek rozpoczął dyskusję od przypomnienia, że we wrześniu Sejm ma głosować nad kandydaturą kolejnego sędziego Trybunału Konstytucyjnego - ministra Macieja Berka. Jak zaznaczył, byłby to już ósmy sędzia wybrany głosami obecnej większości parlamentarnej, przy piętnastoosobowym składzie Trybunału, a to oznaczałoby przejęcie kontroli nad Trybunałem przez nominatów koalicji 13 grudnia.
Kłeczek postawił pytanie o motywy pośpiechu w tej sprawie, sugerując, że nowa większość w Trybunale mogłaby w przyszłości podejmować decyzje dotyczące np. immunitetu obecnego prezesa TK Bogdana Święczkowskiego.
Wątpliwości co do kandydatury Berka. Wprowadzą go siłowo?
Marek Jakubiak, komentując sprawę, zwrócił uwagę na to, że - jego zdaniem - kandydat nie spełnia kryteriów apolityczności, których wcześniej według niego domagano się od innych sędziów. Poseł przypomniał wcześniejsze zarzuty wobec sędzi Krystyny Pawłowicz czy sędziego Stanisława Piotrowicza, dotyczące ich politycznej przeszłości.
- Dzisiaj wprowadza tam najbardziej upolitycznionego człowieka, jakiego można sobie wyobrazić - ocenił Jakubiak, wskazując, że Maciej Berek jako osoba odpowiedzialna w rządzie za proces legislacyjny miałby teraz oceniać konstytucyjność ustaw, przy których wcześniej współpracował.
W dyskusję włączył się także Oskar Kida, który zwrócił uwagę na wątpliwości proceduralne związane z jedną z ustaw regulujących zasady wyboru sędziów - sama koalicja rządząca domagała się, by osoby z polityczną przeszłością musiały odczekać kilka lat zanim mogłyby kandydować do TK. Obecnie rządzący postępują wbrew swoim wcześniejszym założeniom. Kida przypomniał, że ustawa proponowana przez rządzących została skierowana przez byłego prezydenta Andrzeja Dudę do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej i nie weszła w życie.
Z kolei Jakubiak podnosił też wątpliwości co do spełnienia przez Macieja Berka formalnych, konstytucyjnych warunków objęcia funkcji sędziego Trybunału, wskazując na wymóg tzw. nieskazitelności charakteru i predyspozycji przynależnych tej funkcji. Uczestnicy dyskusji rozmawiali też o roli prezydenta w procesie zaprzysiężenia nowych sędziów TK. Poseł opozycji przekonywał, że to prezydent musi przyjąć ślubowanie od nowo powołanego sędziego, i wyraził przekonanie, że obecna głowa państwa będzie miała wobec kandydatury Berka poważne wątpliwości.
Bo wiecie państwo, póki co to jest tak, że to prezydent musi podpisać jego nominację, czyli on w obecności prezydenta musi złożyć zaprzysiężenie. Myślę, że prezydent będzie miał bardzo dużo pytań
– podkreślił Jakubiak.
Kłeczek zwrócił jednak uwagę na wcześniejszy precedens – wejście do budynku Trybunału Konstytucyjnego prokuratora w asyście policji, co jego zdaniem mogło być "sprawdzaniem gruntu" pod ewentualne wprowadzenie nowych sędziów bez formalnego zaprzysiężenia przez prezydenta. Jakubiak odpowiadał, że bez złożenia ślubowania przed prezydentem nowo powołani sędziowie nie mogą formalnie objąć obowiązków ani otrzymywać przydzielanych spraw.
W programie przywołano też wcześniejszą wypowiedź posłanki Lewicy Anny Marii Żukowskiej, która na krótko przed ogłoszeniem kandydatury Berka zapowiadała, że politycy nie powinni trafiać do Trybunału Konstytucyjnego, określając plotki o takiej kandydaturze jako krzywdzące dla samego Berka. Padła sugestia, że decyzja mogła zostać podjęta bez wcześniejszych konsultacji z koalicjantami - Włodzimierzem Czarzastym oraz Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.
Czy Tusk planuje przedterminowe wybory?
Odrębnym wątkiem dyskusji było pytanie o ewentualne przedterminowe wybory parlamentarne. Czy rządzący mogą chcieć je wkrótce rozpisać? Prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz zaznaczył, że jeżeli premier Donald Tusk miałby planować przedterminowe wybory, to w tym roku, a nie w przyszłym. Dodał, że "jedyny logiczny sposób wyjścia z sytuacji to ucieczka w jak najszybsze wybory".
Jeżeli ludzie zobaczą stan finansów, a w zasadzie poczują stan finansów i jeszcze parę rzeczy się zdarzy, które się wiąże z ich władzą, to spadek poparcia dla obozu rządowego będzie co najmniej kilkanaście procent i oni tego nie będą w stanie w żadnym wariancie - nawet przy rozdrobnieniu prawicy - utrzymać władzy. Dzisiaj mieliby jeszcze szansę.
– stwierdził Sakiewicz.