Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Wściekły Giertych tropi ziobrystów u Korneluka. Przez siedem lat kreowano dętą aferę

Nie było i nie ma żadnej afery „dwóch wież”. Potwierdziła to nawet ekipa, która dzisiaj zarządza prokuraturą z namaszczenia koalicji 13 grudnia. W furię wpadł jednak adwokat i poseł Roman Giertych. Efekt – żenująca kłótnia z działaczami Lex Super Omnia o to, kto jest bardziej „praworządny” i skłonny do rozliczeń „pisowców”. Nędzny obraz wymiaru sprawiedliwości.

– Umorzenie śledztwa w sprawie tzw. dwóch wież powinno skłaniać do spokojnej, lecz stanowczej refleksji nad granicami używania prawa karnego w sprawach o oczywistym ciężarze politycznym

– tłumaczy sędzia Franciszek Michera, karnista, były prokurator. Zwracając uwagę, że w postanowieniu o umorzeniu stwierdzono brak znamion czynu zabronionego. – Tymczasem sprawa przez długi czas funkcjonowała w przestrzeni publicznej jako jedna z najbardziej eksponowanych politycznie – podkreśla członek stowarzyszenia Prawnicy dla Polski, który zaznacza: w takich przypadkach państwo musi działać z najwyższą starannością.

– Nie dlatego, że uczestnicy życia publicznego zasługują na szczególne traktowanie, lecz dlatego, że sprawy o takiej temperaturze politycznej najłatwiej tracą charakter czysto procesowy i zaczynają pełnić funkcję instrumentu presji, symbolu lub komunikatu politycznego.

Afera z „Wyborczej”

Kluczowe fakty. Polityczno-medialna awantura wybuchła siedem lat temu po serii publikacji „Gazety Wyborczej”. Opisywały one negocjacje pomiędzy prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim a austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem odnośnie do planów budowy dwóch wieżowców w Warszawie, na działce należącej do spółki Srebrna. Transakcja jednak nigdy nie doszła do skutku.

Ale w lutym 2019 roku pełnomocnicy Birgfellnera – adwokaci Roman Giertych i Jacek Dubois – złożyli w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zawiadomienie m.in. o domniemanym oszustwie, mającym polegać na niewypłaceniu wynagrodzenia za pracę. W październiku 2019 roku wydane zostało postanowienie – podpisane przez prokurator Renatę Śpiewak – o odmowie wszczęcia śledztwa z powodu braku znamion czynu zabronionego.

Wprawdzie zostało ono zaskarżone, ale sąd utrzymał je w mocy. Orzeczenie wydała sędzia Maria Turek, wspierająca inicjatywy Iustitii, sygnatariuszka m.in. apelu o wykonywanie wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A całkiem niedawno, bo w marcu br., minister Waldemar Żurek podpisał jej delegację do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. 

Teoretycznie to powinien być definitywny koniec tzw. sprawy dwóch wież. Sytuacja jednak zmieniła się wkrótce po przejęciu władzy przez koalicję 13 grudnia. 

Śledztwo z raportu

Najpierw komisja pod kierownictwem prokurator Katarzyny Kwiatkowskiej, byłej prezes Lex Super Omnia, opublikowała raport z „badania spraw pozostających w zainteresowaniu opinii publicznej ze względu na ich przedmiot oraz charakter”, czyli przede wszystkim z wątkami politycznymi. Wśród nich znalazło się postępowanie z zawiadomienia Giertycha i Dubois. „Nie przesądzając o końcowym rezultacie śledztwa, w sprawie tej niezbędnym jest podjęcie przedmiotowej sprawy i wydanie postanowienia o wszczęciu śledztwa” – stwierdzono w raporcie.

Ciąg dalszy był łatwy do przewidzenia – na początku 2025 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie „dwóch wież”.

Natomiast ogromną niespodzianką było, że referentem sprawy została prokurator Ewa Wrzosek, którą równocześnie delegowano do „okręgu”. Na nowym stanowisku nie zagrzała jednak zbyt długo miejsca. Już w czerwcu (po skrytykowaniu ministra Adama Bodnara) odwołano ją z delegacji, a śledztwo przejęła prokurator Małgorzata Szeroczyńska, wiceszefowa stołecznej prokuratury. 

Zaczepki Giertycha

10 czerwca odbyło się wielogodzinne przesłuchanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w charakterze świadka. Brał w nim udział również Giertych, który jednak był bardzo niezadowolony z jego przebiegu i wyszedł znacznie przed zakończeniem, a później zażądał wyłączenia Szeroczyńskiej, bo uchylała większość jego pytań.

Medialny show zaczął się jednak znacznie wcześniej. Internetowe zaczepki – publikowane krótko przed przesłuchaniem prezesa PiS – wywołały reakcję prokuratury. Szeroczyńska oceniła zachowanie Giertycha jako niegodne i uchybiające powadze statusu adwokata. Wprost wskazała, że sprawa kwalifikuje się do sądu dyscyplinarnego.

Jak ustaliła „Gazeta Polska”, pełnomocnicy Kaczyńskiego złożą wniosek o dyscyplinarne ukaranie Giertycha do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. Kodeks Etyki Adwokackiej nakazuje bowiem zachowanie umiaru i chronienie powagi zawodu również poza salą rozpraw. 

Natomiast mecenas Dubois stwierdził: „Jestem głęboko przekonany, że efektem tego przesłuchania będzie przejście do etapu zarzutów”.

Był w wielkim błędzie. 

Umorzenie

Pod koniec czerwca prokuratura umorzyła śledztwo. Komunikat był krótki, ale jednoznaczny:

„wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

To wywołało już wściekłość Giertycha, który zaczął grzmieć o „zabetonowaniu prokuratury przez PiS” – przypomnijmy: Szeroczyńska to prominentna działaczka Lex Super Omnia. 

W jej obronie natychmiast stanęli koledzy. Prokuratura Krajowa i LSO wydały oświadczenia pełne frazesów o niezależności i apolityczności prokuratury.

Oraz oburzenia na insynuacje Giertycha. 

Szczególnie jednak kuriozalne zdanie znalazło się w odezwie Dariusza Korneluka, zarządzającego Prokuraturą Krajową:

„Niedopuszczalne jest personalne atakowanie prokuratora wyłącznie z powodu treści podjętej przez niego decyzji”.

To już trąci hipokryzją. Bo przecież wspomniany wcześniej raport, który Korneluk osobiście firmował, a także liczne komunikaty z minionych dwóch lat pełne były właśnie personalnych ataków na prokuratorów za podejmowane decyzje. 

Chcieli ugody ze Srebrną

Giertych uderzył w dramatyczne tony, ale o jednym nie wspomniał. Zaledwie kilka miesięcy po wybuchu dętej afery, krótko po publikacji „Gazety Wyborczej”, prawnik zabiegał o… ugodę sądową z Jarosławem Kaczyńskim i spółką Srebrna.

Jak ustalił portal Niezależna.pl, wiosną 2019 roku dwukrotnie wysyłał pisma z propozycją polubownego zakończenia sporu. Jesienią tego samego roku z jego inicjatywy odbyło się nawet posiedzenie sądu w tej sprawie. Jarosław Kaczyński oraz władze spółki Srebrna kategorycznie odrzucili propozycje Giertycha i jego klienta. Uznali je za bezpodstawne i nieoparte na faktach. 

„Histeryczne pohukiwania”

Cała sprawa wzbudziła wśród prawników przede wszystkim niesmak. – Mam ambiwalentne odczucia po medialnym poruszeniu powstałym po upublicznieniu informacji o umorzeniu. Z jednej strony – to potwierdzenie prawidłowości wydanego wcześniej postanowienia, za które prokurator Renata Śpiewak była szkalowana m.in. przez autorów sławetnego raportu sporządzonego przez członków Lex Super Omnia. Z drugiej zaś, gdy takie samo postanowienie wydała członkini tegoż stowarzyszenia – w obronę wzięło ją wiele osób, które wcześniej naruszały dobra osobiste prokurator Śpiewak – ocenia prok. Iwona Tryfon-Wilkoszewska z Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów Ad Vocem. 

– To pokazuje, że „walczącym o praworządność” do 2023 roku w rzeczywistości nie chodziło o praworządność, a o realizację partykularnych interesów. Wiele osób, w tym aktualnych funkcyjnych, to dostrzega. Prokuratorzy jak dawali, tak dają z siebie wszystko. Ich decyzje wynikały z analizy materiału, prawa i zastosowania subsumpcji

– podkreśla.

– Oczywiście błędy się zdarzają, jednak histeryczne pohukiwania o politycznych decyzjach sprzed 2023 roku są – jak się okazuje – tylko przyjętą narracją, mającą na celu wzbudzenie emocji i zaktywizowanie elektoratu, by poszedł do urn wyborczych. Zachowania mecenasa Giertycha i prokurator Wrzosek również wpisują się w ten schemat. Zaktywizują jednak – mniemam – nie tych, których by chcieli

– zaznacza prokurator Tryfon-Wilkoszewska.

Cena życia

Sprawa „dwóch wież” upadła. Nie można jednak nigdy zapomnieć, że śp. Barbara Skrzypek, wieloletnia współpracowniczka i przyjaciółka Jarosława Kaczyńskiego, zapłaciła za polityczny spektakl najwyższą cenę. Podczas pięciogodzinnego przesłuchania (12 czerwca 2025 roku), które prowadziła prokurator Wrzosek, a obecni na nim byli prawnicy reprezentujący Birgfellnera, schorowanej na serce kobiecie odmówiono pełnomocnika. Nie było protokolanta. Czynności nie były nagrywane. Jak relacjonowała później osoba utrzymująca bliski kontakt z panią Barbarą, przesłuchanie kosztowało ją tak dużo, że po wyjściu z gmachu prokuratury nie mogła złapać oddechu. Opowiadała, że czuje się fizycznie i psychicznie zniszczona. 15 marca Barbara Skrzypek zmarła.

Śledztwo w sprawie jej śmierci zostało umorzone. W zażaleniu pełnomocnik rodziny zakwestionował opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej oraz kardiologii. Decyzja została jednak utrzymana.

– To najbardziej bolesny wymiar tej sprawy. Prawomocne rozstrzygnięcia nie pozwalają przypisywać komukolwiek odpowiedzialności karnej za śmierć Barbary Skrzypek. Nie zmienia to jednak faktu, że z punktu widzenia standardów państwa prawa pozostaje pytanie o dopuszczalny poziom presji, jaką aparat państwowy może wywierać na osobę wezwaną w charakterze świadka w sprawie o tak wysokiej temperaturze politycznej. Odmowa dopuszczenia pełnomocnika świadka do udziału w czynności – nawet jeżeli formalnie oparta na obowiązujących przepisach – musi budzić poważne zastrzeżenia z perspektywy elementarnego poczucia bezpieczeństwa jednostki wobec państwa

– tłumaczy sędzia Michera.

– Państwo prawa poznaje się nie po tym, jak traktuje silnych, wpływowych i medialnych uczestników życia publicznego, lecz po tym, jak traktuje osobę samotnie stającą wobec aparatu ścigania

– podkreśla.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka