Przeciw łączeniu pracy w publicznej i prywatnej służbie zdrowia jest 53,5 proc. badanych, z czego 33,3 proc. "zdecydowanie przeciw", a 20,2 proc. "raczej przeciw". Możliwość łączenia popiera 40,6 proc. respondentów, w tym 15,3 proc. „zdecydowanie za”, a 25,3 proc. „raczej za”. 5,9 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
Za rozdzieleniem zatrudnienia lekarzy częściej opowiadali się wyborcy ugrupowań opozycyjnych - poparcie wyniosło w tej grupie 57 proc. Wśród sympatyków koalicji rządzącej rozwiązanie poparło 51 proc. badanych.
Wyraźne różnice widać również w zależności od miejsca zamieszkania. W miastach liczących do 50 tys. mieszkańców rozdzielenia obu sektorów chce siedmiu na dziesięciu ankietowanych. Odmiennie odpowiadali mieszkańcy największych miast, spośród których 54 proc. opowiedziało się za pozostawieniem lekarzom możliwości pracy zarówno publicznie, jak i prywatnie.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Zakaz najczęściej popierały osoby z wykształceniem podstawowym lub zasadniczym - łącznie 64 proc. tej grupy. Wśród respondentów z wyższym wykształceniem za rozdzieleniem sektorów opowiedziała się jedna czwarta, natomiast połowa chciałaby zachowania możliwości łączenia obu form pracy.
Polacy chcą większej przejrzystości
Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach i były wiceminister zdrowia, ocenił, że wyniki mogą świadczyć o oczekiwaniu wprowadzenia większej przejrzystości w systemie. Zastrzegł jednak, że przy tak licznej grupie zwolenników obecnego modelu nie można mówić o społecznym konsensusie uzasadniającym natychmiastowe wprowadzenie całkowitego zakazu.
Martyniak zwrócił również uwagę, że ankietowani mogli różnie rozumieć rozdzielenie obu sektorów. Dla części badanych mogło ono oznaczać pełny zakaz dodatkowej pracy, a dla innych jedynie ograniczenie łącznego czasu zatrudnienia, wyeliminowanie konfliktów interesów albo zakaz świadczenia wybranych usług w obu systemach
W ostatnim czasie kolejne ugrupowania polityczne wskazują na konieczność rozdzielenia ochrony zdrowia publicznej i prywatnej. Do dzisiaj jednak nikt nie powiedział, na czym to konkretnie miałoby polegać
- powiedział gazecie Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia.
Ekspert wskazał, że proste oddzielenie obu sektorów byłoby trudne także ze względu na obecną organizację ochrony zdrowia. Podstawowa opieka zdrowotna funkcjonuje niemal w całości w prywatnych podmiotach, a około 70 proc. gabinetów ambulatoryjnej opieki specjalistycznej również działa prywatnie. Rygorystyczny zakaz mógłby więc doprowadzić do rezygnacji części placówek ze współpracy z NFZ i powstania problemu z przejęciem ich pacjentów.
Postulat zakazania lekarzom jednoczesnej pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia przedstawiały Prawo i Sprawiedliwość oraz Lewica. Rozwiązanie miałoby ograniczyć przypadki, w których pacjenci prywatnych gabinetów trafiają na świadczenia finansowane przez NFZ poza obowiązującą kolejnością.
Rząd rozważa jednak inne rozwiązanie. Kolejki do zabiegów szpitalnych mają być dokładniej kontrolowane za pośrednictwem systemu AP-KOLCE prowadzonego przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Projekt odpowiedniego rozporządzenia został skierowany do konsultacji publicznych.
Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” przeprowadzony został w dniach 10–11 czerwca metodą CATI na próbie 1067 osób.