Tusk we wtorek podczas konferencji prasowej został zapytany o swoje słowa z 1 grudnia zeszłego roku i zapewnienie, że jeśli nie będzie szybkiej deklaracji Niemiec o zadośćuczynieniu dla ofiar wojny - możliwa będzie ich wypłata przez Polskę.
- Moje stanowisko jest niezmienne. Dziwię się, że strona niemiecka, w związku, jak słyszę tłumaczenia, ze sporami wewnątrz tamtejszej koalicji, że jedna partia koalicyjna nie jest skłonna na taki wydatek budżetowy, to dziwię się, bo tak naprawdę ucierpi na tym przede wszystkim reputacja Niemiec, jeśli nie będą w stanie takiej decyzji podjąć
- odpowiedział Tusk. - Zobaczymy - dodał. - Będziemy kończyć prace budżetowe, ale daję im jeszcze trochę czasu na decyzję - zastrzegł.
Premier Tusk podczas wizyty w Berlinie w grudniu 2025 r. zapowiadał, że jeżeli Polska nie uzyska szybkiej i jednoznacznej deklaracji Niemiec w sprawie wypłat zadośćuczynień dla żyjących polskich ofiar II wojny światowej, to rozważy decyzję o wypełnieniu tej potrzeby we własnym zakresie.
Tusk i kanclerz Merz odnosili się wówczas na wspólnej konferencji prasowej, w ramach odbywających się wtedy polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych, do kwestii zadośćuczynienia za ofiary i straty poniesione przez Polskę podczas II wojny światowej.
Merz mówił, że stanowisko tak jego rządu, jak i poprzednich niemieckich rządów jest takie, że kwestia reparacji zarówno z politycznego jak i prawnego punktu widzenia jest wyjaśniona. Dodał, że jest też dla niego jasne, że tak upamiętnienie ofiar, jak i zmierzanie się z historią, to proces, który nigdy nie jest zakończony. Przekonywał, że Niemcy przyznają się tutaj do swojej historycznej odpowiedzialności i prowadzą rozmowy ze stroną polską. Wyrażał też przekonanie, że uda się znaleźć dobre rozwiązanie z punktu widzenia obu krajów.
Tusk podkreślał zaś, że stanowisko Polski jest jasne. - Niemcy trzymają się tego formalno-dyplomatycznego aktu z lat '50. Jak państwo dobrze wiecie, ci, którzy znają historię, w latach '50 Polska de facto nie miała nic do powiedzenia w tej kwestii i zrzeczenie się reparacji wówczas przez Polaków nie jest uznawane za akt zgodny z wolą narodu polskiego. Bo naród polski nie miał wtedy w tej kwestii nic do powiedzenia - mówił szef polskiego rządu.
Obaj politycy byli wówczas dopytywani o zadośćuczynienie dla żyjących jeszcze ofiar, a także w kontekście „gestu odszkodowawczego”, czyli zaproponowanego rok temu przez Niemców 200 mln euro, które przez Warszawę zostało już wcześniej uznane za kwotę symboliczną i dalece niewystarczającą.
Merz przypominał, że Niemcy w przeszłości „udostępniły ocalałym z terroru nazistowskiego 2 mld euro”. - Rozmawiamy o dalszych możliwościach współpracy i pomocy humanitarnej - zapewniał.
- Jeśli nie uzyskamy jakiejś szybkiej i jednoznacznej deklaracji, to będę w przyszłym roku rozważał decyzję, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków. Więcej o tym nie chcę już mówić - oświadczył wtedy polski premier.