Donald Tusk opublikował dziś na Twitterze post, w którym w dość oryginalny sposób odniósł się do nocnej eskapady posła Franciszka Sterczewskiego.
"Tramwaj, pociąg, autobus. Komunikacja zbiorowa to nasza przyszłość! I tego się, Franek, trzymamy"
- napisał przewodniczący PO.
Komunikacja zbiorowa to przyszłość? Przykład Bydgoszczy, gdzie rządzi... PO
Słowa Donalda Tuska na temat roli komunikacji zbiorowej nijak mają się do poczynań prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego z PO.
"No proszę, cudowne przemyślenia i słowa prawdy można przeczytać dziś na Twitterze Donalda Tuska. Szanowny pan przewodniczący powinien dziś przypomnieć o tym telefonicznie jednemu z „królów” na zamku w Bydgoszczy, który od kilku dni o tym zapomniał..."
- tak sprawę podsumował jeden z internautów.
W stolicy województwa kujawsko-pomorskiego od 6 dni trwa bunt pracowników Miejskich Zakładów Komunikacyjnych - na ulice nie wyjeżdżają autobusy i tramwaje, przez co mieszkańcy są praktycznie pozbawieni normalnie funkcjonującej publicznej komunikacji zbiorowej. Warto wskazać, że MZK to spółka miejska, która w 100% należy do miasta.
Protestujący pracownicy MZK domagają się 1000 zł podwyżki brutto, złagodzenia wysokości kar dyscyplinarnych nakładanych na kierowców i motorniczych. Pracownicy wnioskują także o zmniejszenie wysokości możliwych potrąceń premii za przewinienia z 30 proc. do 10 proc.
Związki zawodowe działające w spółce zwracają również uwagę, że od lat procentowy udział wydatków na komunikację publiczną w wydatkach budżetowych ogółem spada, przez co systematycznie ograniczana jest liczba kursów na poszczególnych liniach, zaś wybrane połączenia są całkowicie likwidowane.
Jak na postulaty protestujących odpowiada ratusz? Od samego początku prezydent i urząd miasta nazywali strajk "nielegalnym". Włodarz spotkał się z protestującymi 24 czerwca, jednak w trakcie spotkania nie doszło do kompromisu. Jednocześnie złożył na nich doniesienie do prokuratury.
„Prezydent miał obowiązek złożyć zawiadomienie do prokuratury i tego obowiązku dopełnił. Zawiadomienie dotyczy działania nieznanych osób na szkodę spółki powodującym dzienną stratę spółki MZK na poziomie ponad 400 tysięcy złotych”
- informowała rzecznik prezydenta Marta Stachowiak.
Niemałe pieniądze dla prywatnej firmy
Prezydent Rafał Bruski od kilku dni konsekwentnie powtarza, że miasta nie stać na podwyżki dla protestujących kierowców MZK. Jednocześnie ratusz powierzył prywatnej firmie obsługę kilku linii zastępczych, które kursują wyłącznie w wybranych rejonach miasta z wyjątkowo niską częstotliwością, co około 40 minut, co tylko w niewielkim stopniu ułatwia poruszanie się po mieście tym, którzy do tej pory korzystali z komunikacji miejskiej.
Prywatna firma otrzymała bardzo atrakcyjne warunki finansowe.
"Podpisaliśmy z IREX-Trans odrębną umowę na przewozy awaryjne. Stawki dla IREX wypłacane są ze środków, które normalnie byłby przekazywane MZK"
- informował Tomasz Okoński, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy
IREX zamieścił na Facebooku ogłoszenia o pracę dla kierowców, w których proponowano kandydatom stawkę 60 zł za godzinę.
"W związku z zatrzymaniem komunikacji miejskiej, firma Irex proponuje 60 zł za godzinę. Jesteśmy bardzo ciekawi, kto finansuje takie wysokie stawki. Czy Miasto Bydgoszcz na to stać? Jeżeli tak, to MZK jest w stanie jeździć nawet za 35 zł na godzinę"
– tak do sprawy odnosił się Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej.