Wywiad, prowadzony w przyjaznej atmosferze przez oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Rosji Piskorskiego (który na końcu nagrania promuje swoją książkę "Ostatni więzień Rakowieckiej"), dotyczył kulisów polityki wschodniej rządu Donalda Tuska po 2007 roku.
Jarosław Bratkiewicz już na samym początku rozmowy otwarcie odniósł się do polityki "resetu". Jak stwierdził, nadszedł czas "spowiedzi", jednak on sam nie zamierza bić się w piersi. "Ja za te grzechy nie żałuję, uważam, że to było przedsięwzięcie jak najbardziej potrzebne i do pewnego momentu udane" – zadeklarował.
"Niemcy i Rosjanie" jako narody mocarstwowe
Mateusz Piskorski przedstawił swojego gościa jako autora "resetu" w stosunkach polsko-rosyjskich w latach 2010-2012. Jarosław Bratkiewicz, wspominając początki swojej pracy i propozycję objęcia stanowiska dyrektora Departamentu Wschodniego w 2007 roku, przyznał, że w Kancelarii Prezydenta (za czasów Lecha Kaczyńskiego) uważano wprawdzie, że zna się on na Rosji, ale zarzucano mu, że w swojej pracy "nie czuje Ukrainy".
Bratkiewicz tłumaczył w programie powody, dla których po 2007 roku należało dokonać zwrotu w stronę Moskwy. Według niego chodziło o to, "żeby Polska była rozpoznawalna" i stała się "krajem szanowanym". Były dyrektor w MSZ przedstawił przy tym specyficzną wizję Europy Środkowo-Wschodniej, w której marginalizuje się mniejsze państwa.
Stwierdził on wprost, że "na Bożym świecie są tylko dwa narody, duże narody, narody mocarstwowe", które na słowa Polska i Polacy "reagują niekoniecznie życzliwością, ale nie są obojętni". Następnie doprecyzował: "Te dwa narody to Niemcy i Rosjanie". Stosunki z Rosją w epoce "resetu" określił jako szansę na podbudowanie międzynarodowego wizerunku Polski.
Atak na ujawnienie dokumentów MSZ i uderzenie w PiS
Ważnym wątkiem rozmowy - poruszonym zaraz po tym, jak Bratkiewicz wspomniał o słynnym serialu "Reset" Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia - była kwestia odtajnienia wewnątrzresortowych dokumentów MSZ przez rządy Zjednoczonej Prawicy. Mateusz Piskorski zapytał Bratkiewicza, czy po zmianie ekipy rządowej ujawnianie notatek i materiałów wewnętrznego użytku ministerstwa jest spotykane w innych państwach.
Bratkiewicz stanowczo potępił te działania, uznając, że "nie jest to przyjęta praktyka", a "dokumenty, które są klasyfikowane" z reguły trzyma się w utajnieniu przez długi czas. Były dyrektor w MSZ wykorzystał ten wątek do ostrego uderzenia w partię Jarosława Kaczyńskiego.
Stwierdził, że "partia zwąca się prawem i sprawiedliwością" ma obyczaj, w którym dla politycznej wygranej "gotowa jest rzucić" wszystko do walki.
Działania polegające na ujawnianiu prawdy o kulisach "resetu" nazwał wprost możliwościami "cwaniackimi", dodając, że są to działania przypominające "machinacje złoczyńców".
Broniąc swoich ówczesnych prorosyjskich koncepcji, Bratkiewicz sięgnął po cytat, by zdyskredytować osoby krytycznie badające ówczesną politykę wschodnią rządu Donalda Tuska. "Bernard Shaw powiedział, że podejrzliwość jest mądrością głupców" – skwitował. Doszukiwanie się w "resecie" z Rosją zagrożeń dla polskiego bezpieczeństwa określił z kolei jako przejaw "politycznej mani prześladowczej".
Trzeba skończyć z rusofobią, z zapiekłą antyrosyjskością
W rozmowie z oskarżonym o szpiegostwo politykiem Bratkiewicz - dziś, dodajmy, okazjonalny publicysta "Gazety Wyborczej" - otwarcie odrzucił polską tradycję jagiellońską oraz myśl Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego. Krytykował również postawę, którą określił jako kroczenie "ze spuszczonymi spodniami historii". - Nie zaczynajmy całej naszej przygody - kolejnej, miejmy nadzieję - z krajami wschodnimi, w tym z Rosją, od rachunku krzywd, od martyrologii, od różnych zacietrzewień. To najlepiej, gdyby zostało zamknięte w pudle i z tego pudła już się nie wydostawało - przekonywał Bratkiewicz. Według niego, polityka prometeizmu czy jagiellonizmu w XXI wieku to "wydmuszka" i "tromtadracja".
W wywiadzie poruszono także kwestię spotkania szefów MSZ Polski, Niemiec i Rosji (Trójkąt Królewiecki) w Petersburgu w czerwcu 2014 roku, a więc już po aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie. Piskorski pytał, dlaczego Polska nie zrezygnowała wówczas z "resetu". Bratkiewicz bronił tej decyzji, twierdząc, że dyplomata z definicji powinien wykorzystywać wszelkie możliwości dialogu. Przekonywał, że celem MSZ nie jest "przybieranie marsowych min" ani robienie "husarskich szarż".
- Polska samodzielnie nie może być graczem na kierunku wschodnim [...] Myślę, że Polska może uczestniczyć poważnie w polityce wschodniej przy współudziale innych państw zachodnich, zwłaszcza tych, które mają dobrą wiedzę o Rosji, czują problematykę rosyjską [...] Takim partnerem zupełnie dobrym okazał się niemiecki sojusznik
- podkreślił Bratkiewicz. O tym, że ta "dobra wiedza o Rosji" Niemiec oznaczała pomoc w zbrojeniu putinowskiego reżimu i powiększanie rosyjskiego budżetu przez Nord Stream, dawna prawa ręka Sikorskiego już nie wspomniała.
- W Polsce trzeba wziąć całkowity rozbrat z rusofobią, z taką zapiekłą antyrosyjskością [...] Polska nie powinna się popisywać swoją antyrosyjskością - mówił Bratkiewicz.
Zaznaczał, że do "odtworzenia" dobrych stosunków z Rosją potrzebować będziemy "partnerów", dla których Rosja jest tyleż państwem azjatyckim, co europejskim. "Tylko pewien wysiłek zbiorowy, w którym Polska musi być istotnym składnikiem układanki europejskiej, pozwoli na odbudowanie stosunków z Rosją" - stwierdził Bratkiewicz.
----------
Rozmowa architekta polsko-rosyjskiego zbliżenia z Mateuszem Piskorskim zakończyła się planszą promującą książkę gospodarza programu, zatytułowaną "Ostatni więzień Rakowieckiej". Publikacja ta dotyczy okresu, w którym Piskorski przebywał w areszcie w związku z oskarżeniami o działalność szpiegowską przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej na rzecz rosyjskich i chińskich służb specjalnych.