Prezes PiS: 30 posłów zrezygnowało z członkostwa w partii
Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował, że około 30 posłów partii nie podpisało wymaganej deklaracji ws. stowarzyszeń, oznacza ich rezygnację z członkostwa w partii. Sprawą ma formalnie zająć się we wtorek Komitet Polityczny PiS.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Około 30 kilku posłów naszej formacji zrezygnowało z członkostwa. We wtorek, odbędzie się posiedzenie Komitetu Politycznego, który przyjnie ten fakt do wiadomości. Fakt jest oczywisty. Wszyscy wiedzieli, co mają podpisać i wiedzieli, jakie są skutki nie podpisania. I podjęli taką decyzję, jaką podjęli
– oświadczył.
Szczegóły w tekście: Jarosław Kaczyński: ponad 30 posłów zrezygnowało z członkostwa w partii
Jacek Sasin: "Nie jestem zadowolony"
Oświadczenie prezesa PiS skomentował na antenie TV Republika Jacek Sasin, który jest lojalny wobec władz partii.
Nie jestem zadowolony, ponieważ chciałbym, żeby Prawo i Sprawiedliwość nie przechodziło przez tego rodzaju kryzysy. Nie jest to jednak pierwszy taki przypadek w historii naszej formacji. Pamiętam zarówno PJN, jak i Solidarną Polskę. Za każdym razem mechanizm wyglądał podobnie: pojawiał się bardzo ambitny polityk i skupiona wokół niego grupa ludzi
– oznajmił.
Polityk dodał, że "wbrew temu, co w ostatnim czasie sugeruje Mateusz Morawiecki, Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią zamkniętą na nowych ludzi, idee oraz propozycje, nie jest również ugrupowaniem, które nie chce realizować agendy rozwojowej". Wskazął, iż jego zdaniem "budowanie takiego obrazu jest tworzeniem czarnego PR-u wokół PiS".
Do naszej partii wielokrotnie przychodziły osoby, które otrzymywały szansę i obejmowały wysokie stanowiska, jeżeli miały odpowiedni potencjał i mogły wnieść coś wartościowego. Jedną z nich był Mateusz Morawiecki. Po zwycięstwie w wyborach w 2015 roku od razu został ministrem i wicepremierem, a dwa lata później premierem. Wnosił nowe pomysły, energię i swoje umiejętności. Tego nikt mu nie odbiera. Z czasem pojawiła się jednak cecha, która doprowadziła nas do obecnej sytuacji - niepohamowana ambicja. Okazała się ona ważniejsza od celu, jaki przed sobą stawiamy, czyli skutecznego odsunięcia Donalda Tuska i jego ekipy od władzy. Może tego dokonać wyłącznie silne i zjednoczone Prawo i Sprawiedliwość
– mówił.
Sasin wskazał, że "prezes Jarosław Kaczyński ujawnił informację, która dla wielu widzów mogła być szokująca".
Mateusz Morawiecki trzykrotnie przedstawiał Jarosławowi Kaczyńskiemu propozycję podziału partii. Jedna jej część miałaby pozostać pod kierownictwem prezesa Kaczyńskiego, natomiast liderem drugiej zostałby Mateusz Morawiecki. Świadczy to o tym, że Mateusz Morawiecki chciał przede wszystkim zostać liderem własnej partii. Nie widział siebie w roli członka jednej drużyny działającej na rzecz Polski, lecz chciał mieć własne ugrupowanie. Nie sądzę, aby miał na tyle złej woli, żeby zaprzeczyć słowom Jarosława Kaczyńskiego. Jeżeli ktoś będzie oskarżał prezesa PiS o mijanie się z prawdą, sam wystawi sobie odpowiednią ocenę. Jeszcze dzisiaj rano Mateusz Morawiecki zapewniał o swojej lojalności wobec prezesa Kaczyńskiego i wystosował do niego kolejny list. Problem polega na tym, że w jego przypadku pojawia się wiele deklaracji, ale czyny często się z nimi rozmijają
– przypomniał.
Sasin stwierdził, że "prezes PiS od początku obawiał się, że inicjatywa Morawieckiego może prowadzić do podziałów, zmniejszenia skuteczności partii i osłabienia jej wiarygodności wśród wyborców - Mateusz Morawiecki zapewniał wówczas, że stowarzyszenie wpisze się w działalność partii, nie będzie tworzyło odrębnych struktur ani budowało własnej agendy, a podejmowane działania będą uzgadniane z Prawem i Sprawiedliwością".
Jarosław Kaczyński przyjął te zapewnienia i w imię zachowania jedności zgodził się na funkcjonowanie stowarzyszenia. Wtedy pojawiła się koncepcja "dwóch płuc". Drugim miało być stowarzyszenie "Po Pierwsze Polska" skupiające około stu parlamentarzystów PiS i reprezentujące bardziej konserwatywny nurt wobec centrowego środowiska Mateusza Morawieckiego. Niestety składane przez Mateusza Morawieckiego i jego współpracowników deklaracje nie zostały dotrzymane. Stowarzyszenie zaczęło prowadzić odrębną politykę i przedstawiać własne propozycje
– mówił.
W jego opinii "do wyborców docierały w tym samym czasie odmienne pomysły przedstawiane przez naszych kolegów ze stowarzyszenia, to się musiało skończyć".
Doświadczenia ostatnich tygodni pokazały, że w ten sposób nie osiągniemy naszego podstawowego celu – zwycięstwa w wyborach i odsunięcia Donalda Tuska od władzy. Dlatego kierownictwo partii podjęło jednogłośną decyzję– podsumował.