Projekt ustawy o wprowadzeniu funduszu partycypacyjnego został wpisany 3 sierpnia do wykazu prac legislacyjnych rządu. Odpowiada za niego Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a konkretnie sekretarz stanu Urszula Zielińska. Plan zakłada przyjęcie projektu przez Radę Ministrów w trzecim kwartale 2026 roku.
Resort sam wskazuje, że dotychczasowy mechanizm, w ramach którego część mocy elektrowni wiatrowej miała być udostępniana mieszkańcom w formule prosumenta wirtualnego, okazał się zbyt skomplikowany. Problemem miał być m.in. konieczny wkład początkowy przekraczający 7 tys. zł za 1 kW. Ministerstwo chce więc zastąpić go rozwiązaniem znacznie prostszym: bezpośrednimi świadczeniami finansowanymi przez inwestorów.
Pieniądze dla mieszkańców do 1000 metrów od wiatraka
Zgodnie z założeniami projektu inwestor budujący elektrownię wiatrową będzie zobowiązany do utworzenia funduszu partycypacyjnego. Świadczenia mają trafiać do właścicieli budynków i lokali mieszkalnych znajdujących się w promieniu do 1000 metrów od elektrowni wiatrowej.
Fundusz ma być zasilany przez cały okres eksploatacji instalacji, który resort szacuje w praktyce na około 25 lat. Wytwórca energii miałby wpłacać każdego roku 20 tys. zł za każdy 1 MW zainstalowanej mocy, a kwota ta byłaby corocznie waloryzowana o inflację. Jeżeli w danym roku po wypłaceniu świadczeń pozostałyby niewykorzystane pieniądze, miałyby trafić do gminy, na której terenie działa elektrownia.
W przypadku typowej turbiny o mocy 5 MW oznaczałoby to około 100 tys. zł rocznie do rozdysponowania. Taką właśnie kwotę wskazywało Ministerstwo Energii, broniąc podobnego mechanizmu znajdującego się w poprzedniej ustawie wiatrakowej.
Co szczególnie istotne, uzasadnienie przygotowane przez resort nie pozostawia większych wątpliwości co do jednego z celów rozwiązania. Ministerstwo wskazuje wprost, że mechanizm finansowej "gratyfikacji" ma być narzędziem służącym zwiększeniu akceptacji lokalnych społeczności dla inwestycji w lądową energetykę wiatrową.
"To jest łapówka"
Edward Siarka, poseł PiS, były wiceminister klimatu i środowiska, w rozmowie z gazetą "Nasz Dziennik", w ostrych słowach skomentował plany resortu Pauliny Hennig-Kloski.
Nie chcesz mieć wiatraka? To będą cię przekonywać pieniędzmi. Oficjalnie mówi się o funduszu partycypacyjnym, który ma być prostym mechanizmem dzielenia się korzyściami z lokalną społecznością. W praktyce jest to łapówka
– powiedział.
Rolnicy sceptyczni. "Wiatrak to konkretna zmiana otoczenia"
Sceptyczne głosy płyną również ze środowisk rolniczych. Cytowany przez "Nasz Dziennik" wiceprzewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" Edward Kosmal wskazał, że już obecnie inwestorzy proponują właścicielom gruntów znaczne pieniądze za możliwość postawienia turbin.
Mimo takich ofert część rolników nadal nie wyraża zgody. Jak argumentuje Kosmal, sąsiedztwo elektrowni wiatrowej oznacza nie tylko możliwość uzyskania dodatkowych pieniędzy, ale również zmianę otoczenia i może wiązać się z obawami dotyczącymi wartości nieruchomości.
To właśnie w tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera oficjalnie zapisany przez resort cel nowego funduszu: zwiększenie społecznej akceptacji dla wiatraków.
To już kolejna próba. Pierwsza zakończyła się potężną aferą
Nie jest to pierwszy raz, gdy obecna większość parlamentarna próbuje znacząco zmieniać zasady dotyczące energetyki wiatrowej. Pierwsza wywołała polityczną burzę jeszcze pod koniec 2023 roku, zanim rząd Donalda Tuska został zaprzysiężony.
[polecam:https://niezalezna.pl/polityka/parlament/hennig-kloska-nie-bedzie-ministrem-przez-afere-wiatrakowa-juz-przyznala-kto-napisal-ustawe/505406]
Pod koniec listopada 2023 roku posłowie KO i Polski 2050 przedstawili projekt dotyczący zamrożenia cen energii, do którego dołączono daleko idące zmiany przepisów dotyczących wiatraków. Pierwotne rozwiązania przewidywały możliwość lokalizowania niektórych turbin nawet około 300 metrów od zabudowań. Po wybuchu skandalu Borys Budka zapowiadał zmianę tej wartości na 500 metrów oraz dodanie norm dotyczących hałasu.
Kolejnym punktem zapalnym była propozycja rozszerzenia katalogu inwestycji strategicznych o elektrownie wiatrowe. Takie rozwiązanie rodziło pytania dotyczące zgodności lokalizacji takich inwestycji z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.
Wokół projektu natychmiast pojawiły się również oskarżenia polityków PiS o możliwe wpływy lobbystów branży wiatrowej. Mateusz Morawiecki mówił wówczas o "wielkim lobbingu", a Waldemar Buda określał projekt jako rozwiązanie korzystne dla podmiotów z branży energetycznej. Były premier podnosił także zarzuty dotyczące możliwości wywłaszczeń.
Rodzina wiceministra i firma z branży wiatrakowej
Na początku 2024 roku informowaliśmy o kolejnym wątku związanym z energetyką wiatrową. Krzysztof Bolesta został wówczas wiceministrem klimatu i środowiska. Uwagę zwracał fakt, że jego żona, Agata Staniewska-Bolesta, pełniła kierowniczą funkcję w polskim oddziale duńskiego koncernu Ørsted - jednego z dużych graczy działających na rynku energetyki wiatrowej.
Bolesta zachwalał wiatraki już w czasie, gdy jego żona pracowała w duńskiej firmie z tej branży. W 2019 r. w felietonie na portalu green-news.pl pisał jako wiceprezes FPPE: "Jeszcze nie można przestawić całego systemu elektroenergetycznego na odnawialne źródła energii, ale wiatraki na lądzie, a wkrótce też te na morzu, mogą być z powodzeniem konkurencyjne w odniesieniu do rozdającego wciąż w Polsce karty węgla".
Prezydent Nawrocki powiedział "nie"
Do tematu liberalizacji zasad budowy wiatraków rząd wrócił w 2025 roku. Wtedy jednym z najważniejszych założeń było zmniejszenie minimalnej odległości turbin od zabudowy z 700 do 500 metrów.
Ustawa zawierała również przepisy dotyczące zamrożenia cen energii. Takie połączenie dwóch kwestii zostało bardzo ostro skrytykowane przez prezydenta Karola Nawrockiego. 21 sierpnia 2025 roku prezydent ustawę zawetował. Działanie koalicji 13 grudnia ocenił jako rodzaj "szantażu" wobec głowy państwa i społeczeństwa. Jednocześnie zapowiedział osobne rozwiązanie dotyczące cen prądu. W zawetowanej ustawie znajdował się już wtedy fundusz partycypacyjny, który miał zapewniać bezpośrednie korzyści finansowe osobom mieszkającym w pobliżu turbin.