Dawid Kacprzyk jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym w Warszawie, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w zeszłym roku 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki w "saloniku VIP", a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Kiedy wybuchł skandal, Kacprzyk usiłował korygować faktury i zwrócić szpitalowi ponad pół miliona złotych. Na ten moment - nieskutecznie, bo szpital odesłał lekarzowi oddane pieniądze.
Co na to Koalicja Obywatelska? W rządzie wybuchł prawdziwy pożar, do gaszenia którego wysłany został rzecznik.
"Tutaj chyba największy dystans i krytykę to jednak słychać z szeregów samej Koalicji Obywatelskiej, bo czy sprawa lekarza radnego, nie jest członkiem, przestał być lekarzem stamtąd, zrezygnował z mandatu i nie ma żadnych wątpliwości, że wobec niego będą się toczyły postępowania, także prokuratorskie" - powiedział Adam Szłapka w Polsacie News.
Jak wygląda ta krytyka? Poseł KO Bogusław Wołoszański mówił na sejmowym korytarzu, że media robią "z igły widły" i "niszczą młodego człowieka". - Popełnił błąd, kto by nie popełnił błędu na jego miejscu? - pytał.
Wracając do Szłapki, rzecznik rządu dodał też, że Marcin Kierwiński, który kieruje strukturami KO w stolicy... nie musiał o wszystkim wiedzieć.
- Marcin Kierwiński jest osobą, która jest szefem największej struktury warszawskiej, tam jest kilka tysięcy członków, nie jest w stanie też o wszystkim zawsze wiedzieć, więc myślę, że też będzie te wszystkie sprawy bardzo dokładnie wyjaśniał i jeżeli będą jakieś nieprawidłowości, też będzie wyciągał wnioski - stwierdził Szłapka. Tymczasem TV Republika ujawniła, że Kierwiński wiedział o tym, co dzieje się w Szpitalu Południowym.