Prezydent Andrzej Duda w przedostatnim dniu kadencji odwołał ze stanowisk ministrów w swojej kancelarii - w tym szefową KPRP Małgorzatę Paprocką, szefa gabinetu prezydenta Marcina Mastalerka, szefa BBN gen. Dariusza Łukowskiego oraz Wojciecha Kolarskiego, odpowiedzialnego za kwestie zagraniczne.
- Zrealizowaliśmy w Kancelarii wiele dobrych rozwiązań dla Polski i Polaków. Moją wielką dumą jest to, że dziś - po 10 latach - Polska jest na wielu obszarach bezpieczniejsza - powiedział Andrzej Duda podczas wtorkowej uroczystości.
"Zmieniliśmy jakość polskiej polityki"
Jak mówił, dziękując swoim współpracownikom, „jesteśmy tą Kancelarią, która odchodzi po 10 latach z podniesioną głową”.
- Zwłaszcza pierwszych osiem lat tej prezydentury to okres, w którym dynamicznie realizowaliśmy podjęte w kampaniach wyborczych zobowiązania (...). To zmieniło jakość polskiej polityki; dzisiaj nie da się w Polsce wygrać żadnych, nie tylko prezydenckich wyborów, jeżeli ktoś nie dotrzymuje złożonych obietnic. Jest bowiem z tego rozliczany - najlepszym przykładem tego są ostatnie wybory
- mówił prezydent.
Ocenił, że wynik wyborów prezydenckich ujawnił rozczarowanie „wyborców obecnej opcji rządzącej”. - W drugiej turze, jak wszyscy doskonale wiemy, to premier Donald Tusk prowadził kampanię, a nie Rafał Trzaskowski, (...) to on także, i jego sposób sprawowania władzy przez czas, odkąd objął urząd premiera, został oceniony przez wyborców - stwierdził prezydent.
"Wywiozą ich na taczkach"
Andrzej Duda zwrócił uwagę na rosnące wydatki zbrojeniowe i modernizację armii zapoczątkowaną w rządach Zjednoczonej Prawicy.
- Kiedy Rosja napadła na Ukrainę, zaczęliśmy kupować na potęgę, budząc podziw w przestrzeni europejskiej i światowej, by polski żołnierz miał jak najnowocześniejsze uzbrojenie i by mógł w sposób wydajny i efektywny bronić ojczyzny - powiedział.
Odniósł się także do kwestii granicy.
- W tym też czasie, twardo stąpając po ziemi, broniliśmy polskiej granicy, stając także w obronie polskich strażników granicznych, polskich policjantów, polskich żołnierzy, którzy tej granicy bronili przed atakiem hybrydowym ze strony Białorusi, kiedy byliśmy atakowani i oskarżani przez wiele państw europejskich, kiedy - niestety, z ubolewaniem to stwierdzam - byliśmy atakowani przez ludzi ze środowiska politycznego, które dziś sprawuje władzę w Polsce. Wtedy mówili o "biednych ludziach", jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Diametralnie im się zmienił, odkąd przejęli władzę i w związku z tym wzięli odpowiedzialność w swoje ręce. Zobaczyli od razu, że jeśli nie zaczną bronić granicy, to za chwilę Polacy wywiozą ich po prostu na taczkach i na tym się skończy, bo ludzie oczekują tego, że władza będzie realizować zobowiązania i oczekiwania społeczne. One były realizowane i to nas wielki sukces
- dodał prezydent Duda.