„Na jutrzejszym spotkaniu, na które prezydent otrzymał zaproszenie i potwierdził swoją obecność, do złożenia podpisu w sensie prawnym i faktycznym nie dojdzie”
– podkreślił Przydacz w środę wieczorem podczas briefingu prasowego w Davos.
Jak wyjaśnił, ewentualne dołączenie Polski do Rady Pokoju wymaga dalszych analiz i dyskusji, zwłaszcza pod kątem prawnym. Zwrócił uwagę, że każde zobowiązanie międzynarodowe musi być zgodne z prawem wewnętrznym, co w Polsce oznacza konieczność uzyskania zgody Sejmu oraz przyjęcia uchwały przez Radę Ministrów.
Jednocześnie zaznaczył, że Warszawa nie zamyka się na samą inicjatywę.
„Polska nie rozpocznie procesu wchodzenia do nowej organizacji pod patronatem amerykańskim, jaką jest Rada Pokoju, natomiast wyraża pewne zainteresowanie samą inicjatywą”
– oświadczył Przydacz.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej przekazał również, że z opinii Ministerstwa Spraw Zagranicznych, o którą zwróciła się Kancelaria Prezydenta, „jasno wynika pewne zainteresowanie” projektem. – „W związku z tym będziemy nad tym pracować wewnętrznie w Polsce” – dodał.
Jak podkreślił, stanowisko Polski spotkało się ze zrozumieniem ze strony Stanów Zjednoczonych. Przydacz przypomniał, że Donald Trump odnosił się do tej kwestii po spotkaniu z prezydentem Nawrockim, wskazując, iż część państw wyraża wstępne zainteresowanie udziałem w Radzie, jednak ze względu na uwarunkowania prawne decyzje mogą być podejmowane w późniejszym terminie.
Zaproszenie Polski do udziału w pracach Rady Pokoju – jak zaznaczył Przydacz – należy traktować jako wyróżnienie oraz element pogłębiania współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, choć bez podejmowania wiążących zobowiązań na obecnym etapie.