Bliski współpracownik premiera Donalda Tuska - Maciej Berek - jest kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Polityk i prawnik związany od lat ze środowiskiem KO (wcześniej PO) opuścił rządowe ławy, by zamienić je na togę. O ile zgodzi się na to parlament.
Waldemar Żurek był jednym z gości tegorocznego Rafała Trzaskowskiego w Olsztynie. Jedno z pytań z sali dotyczyło Macieja Berka, którego kandydaturę na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego zgłosiła w sierpniu grupa posłów Koalicji Obywatelskiej. Wcześniej Berek pełnił funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Donalda Tuska, a przed laty startował do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej.
Mimo to, minister sprawiedliwości wciąż twierdzi, że... nie jest to kandydatura polityczna.
Myślę, że panu Berkowi zrobiono wielką krzywdę, prezentując go jako jakiegoś znajomego czy prawą rękę bardzo ważnego polityka, czy ważnych polityków. Ja mogę tylko tyle powiedzieć i, uwierzcie mi, widziałem tego człowieka w akcji - potrafi wytknąć każdemu błędy prawne, jest gigantem prawa
– powiedział minister, twierdząc, że "Berek nigdy nie należał do żadnej partii".
Posłanka Lewicy krytyczna wobec Berka
Przypomnijmy, że nawet rzecznik rządu Adam Szłapka sugerował, że Maciej Berek nie jest związany politycznie z partią Donalda Tuska. Wówczas Anna Maria Żukowska z Lewicy przypomniała start Berka na posła z list PO w 2005 roku.
Startował i to z prestiżowego 3 miejsca na liście PO w Warszawie. Ale nie wszedł. Minęła go Fabisiak. Maciej Berek nie był „wynajęty”. Brał pensję ministra, był zatrudniony w KPRM
– napisała posłanka Lewicy wchodząca w skład koalicji rządzącej.
Politycy obecnej koalicji rządzącej przez lata protestowali przeciwko upolitycznieniu Trybunału, wskazując m.in. na sędziego Stanisława Piotrowicza czy sędzię Krystynę Pawłowicz, wskazując, że byli oni wcześniej posłami. Tym razem polityczna przeszłość Berka nie ma dla nich żadnego znaczenia? Przekonamy się wkrótce w głosowaniu.