Prowadzący program wskazał, że w dyskusja w Europarlamencie, często dyskutuje się o Polsce, a tematem, który przewija się na każdym kroku jest praworządność. W myśl instytucji unijnych - jej brak. Niby to z tego właśnie powodu zamrożone są środki z KPO.
"Tutaj rola PE jest ograniczona. Parlament Europejski (PE) jako instytucja głównie polityczna wywiera nacisk na Komisję Europejską (KE). Nacisk, który ma udaremnić jakiekolwiek porozumienia. Oczywiście nie cały Parlament, ale te główne grupy tzw. proeuropejskie, różne frakcje polityczne. Inni natomiast idą za pewną retoryką, za stanowiskiem tych grup. Był taki czas, że KE znowu postanowiła otworzyć cały proces, uznała nasze KPO, wezwano posiedzenie, przekazała do Rady Europejskiej, na sesji plenarnej dyskutowano na ten temat. Pod adresem przewodniczącej KE poleciało wiele gróźb, że zostanie odwołana, jeżeli tylko uruchomi te fundusze"
- mówił prof. Krasnodębski.
Decyzja o KPO dla Polski zmieni skład Komisji?
"Czemu ta sprawa jest tak istotna, że pojawią się w tym zakresie groźby dotyczące odwołania całego składu Komisji?" - zapytał red. Michał Rachoń.
"To jest groźba. Taka jest rola PE. Parlament ma swoje rezolucje. Jeżeli chodzi o KE, mamy te negocjacje na poziomie technicznym. Dziś KE i Ursula Von der Leyen jest nie tylko urzędnikiem, ale i ciałem politycznym, które ma pewne ambicje polityczne"
- stwierdził polityk.
"Ona mogłaby to zrobić, gdyby nie jej ambicje personalne, żeby zostać przewodniczącą na następną kadencję. Oprócz tego wszystkiego, tych ram prawnych, w Brukseli rozgrywa się polityka. Ta decyzja, która dotyczy Polski jest czysto polityczna"
- kontynuował.
Jak dodał eurodeputowany PiS - w Parlamencie Europejskim uznano, że jest jakieś zagrożenie praworządności.
"UE ponadto chce sprawdzać, na ile może ingerować w życie danego państwa. To, co się dzieje w sprawie Polski ma również nieco szersze znaczenie. W tym środowisku, jak widać, nie lubi się pewnych formacji politycznych"
- ocenił prof. Krasnodębski.
Chodzi tylko o sympatię?
Prowadzący #Jedziemy wskazał, iż na szali położony jest skład całej Komisji Europejskiej. Jak stwierdził - musi tu chodzić o interesy dużo dalej idące niż kwestie sympatii lub antypatii partii rządzącej w kraju.
"Chodzi o głębokie interesy zarówno panów UE, jak i samej UE. Patrzymy to, co się dzieje podczas wyborów. Jest olbrzymia obawa przed zwycięstwem prawicy w poszczególnych krajach"
- zaznaczył polityk.
Michał Rachoń przytoczył również wypowiedź byłego premiera Polski - Leszka Millera w Polsacie. Dotyczyła ona budowy elektrowni atomowej w Polsce. Miller powiedział, że KE może zablokować inwestycje w elektrownie atomowe, bo rzekomo rząd zapomniał, że jest w UE oraz o tym, że trzeba było rozpocząć "postępowanie konkurencyjne". Jak ocenił redaktor, jest to jasna sugestia, że KE może zatrzymać prace nad elektrownią.
"Wydaje mi się, że Miller tutaj wyraża swoją własną nadzieję. Oczywiście, istnieją pewne uwarunkowania formalne, ale wydaje mi się, że one wszystkie zostały spełnione. Osoby typu Miller myślą o UE trochę tak jak o Związku Radzieckim, który może nam wszystko nakazać czy wszystkiego zakazać. Nie sądzę, aby tu była jakakolwiek ingerencja. Francja nie jest zadowolona z naszego wyboru, ale jest to decyzja nasza, suwerenna"
- stwierdził Zdzisław Krasnodębski.