Setki tysięcy złotych na jachty, maszyny do lodów, mobilne ekspresy do kawy, sauny, platformy do gry w brydża czy budowę domków pod wynajem. Program, który miał wspierać modernizację i rozwój małych firm w sektorze HoReCa, stał się wielkim obciążeniem dla rządzących.
Afera KPO zatacza coraz szersze kręgi, bo na jaw wychodzą nowe fakty. A premier Donald Tusk przybiera teraz dość karykaturalne pozy.
- Nie zaakceptuję żadnego marnowania środków z Krajowego Planu Odbudowy. Rozmawiałem przez telefon z panią minister Pełczyńską-Nałęcz. Dowiedziałem się o możliwych nieprawidłowościach, o niechlujności czy głupio rozdawanych środkach. Ministerstwo już wiedziało o tym od pewnego czasu, przeprowadzana jest kontrola w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości
- próbował Tusk nieudolnie zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego.
Z kolei minister Pełczyńska-Nałęcz także postanowiła się zabezpieczyć, podejmując decyzję o odwołaniu prezes PARP, Katarzyny Duber-Stachurskiej.
Dlatego odwołana menadżerka zabrała głos. Miażdżący dla narracji o rzekomej odpowiedzialności Agencji za absurdalnie wydatkowane środki z KPO.
„Skoro jestem wywoływana do tablicy, kilka zdań z mojej perspektywy” - stwierdziła Duber-Stachurska w serwisie Linkedin.com.
„PARP jest agencją wykonawczą, nie podejmuje decyzji o programach, nie ustala kryteriów przyznawania dofinansowania, wszystkie procedury, regulaminy i umowy są zatwierdzane przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Agencja nie ma samodzielności w tym zakresie. I tak było w przypadku KPO HoReCa”
- wskazuje odwołana dyrektor.
Podkreśla, że „MFiPR zatwierdzało nawet sposób opisu faktury z wydatkami, nadzorowało codziennie realizację programu”.
I najważniejszy fragment:
Obnaża działania Pełczyńskiej-Nałęcz:
„kontrolę Pani Minister zleciła tym samym osobom, które zajmują się programem od 1,5 roku, czyli poleciła im skontrolować samych siebie”.
CAŁY WPIS PONIŻEJ: