- Czy reset z Rosją za czasów Platformy Obywatelskiej to dla was duży kłopot? – zapytano dziś gościa porannej rozmowy Radia Zet, prof. Tomasza Grodzkiego.
- To żaden kłopot. Świat się zmieniał – rozpoczął niepewnie marszałek Senatu.
Przypomniał, że „Putin na początku swojej pierwszej prezydentury próbował się prezentować jako demokrata”, ale – przekonywał – „premier Tusk – jako szef Rady Europejskiej – czy Radosław Sikorski zawsze ostrzegali Zachód przed naiwnością”.
Wypalił:
„Donald Tusk dorobił się nawet łatki rusofoba u niektórych polityków zachodnich. Rozmawiałem z nimi na ten temat. To takie szukanie dziury w całym…”.
Nawiązał do swojego wystąpienia w Radzie Najwyższej Ukrainy. - Zaapelowałem o natychmiastowe wstrzymanie importu rosyjskiego węgla do Polski to PiS mnie chciał odwołać z funkcji marszałka! – żalił się.
Dalej mówił:
„Polska była zdecydowanie – z nauk z naszej historii – mniej naiwna w stosunku do Rosji, a szczególnie po 2014 roku i inwazji na Krym. To myśmy byli tymi, którzy przestrzegali Zachód przed naiwnością i uważaniem Rosji za kraj demokratyczny”.
Pytany, czy oglądał „Reset” autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia, odparł:
„takich propagandowych tworów, rodem z największych mistrzów propagandy, nie oglądam. Mamy posiedzenia Senatu, mamy mnóstwo roboty”.
Prowadzący – omawiając drugi odcinek – wskazał: „podczas wizyty w 2008 roku Władimir Putin proponował Donaldowi Tuskowi udział w rozbiorze Ukrainy, jednak premier Tusk miał zataić tę informację przed prezydentem Kaczyńskim”.
- Nie wierzę w takie sensacje. Przypomnę, że śp. prezydent Kaczyński był tym, który podpisywał traktaty lizbońskie. Wiem, że rozmawiali ze sobą w tej słynnej wieży na Helu w ośrodku prezydenckim. Te rozmowy doprowadziły do tego, że podpisaliśmy ten traktat. Gadanie takich sensacji… Nie wierzę w jedno słowo, która mówi propagandowa Telewizja Polska – uciął marszałek Senatu.