Groźby
Sędzia Tomasz Koszewski orzeka od 28 lat. Do jego pracy przełożeni nigdy nie mieli zastrzeżeń - żadnych wytyków, postępowań dyscyplinarnych itp. Obecnie, od ponad 4 i pół roku, orzeka w Wydziale V Gospodarczym Sądu Okręgowego w Olsztynie. Co w tej historii istotne, jest zarazem Zastępcą Rzecznika Dyscyplinarnego. Nie został odwołany z tej funkcji ani przez Adama Bodnara, ani Waldemara Żurka.
Problemy zaczęły się 19 czerwca 2024 r., kiedy Krajowa Rada Sądownictwa podjęła uchwałę uwzględniającą jego odwołanie od zmiany podziału czynności ustalonej przez s. Rafała Jerkę, wykonującego funkcję prezesa SO w Olsztynie. KRS zdecydowała, że racji pełnienia przez s. Koszewskiego funkcji rzecznika dyscyplinarnego, należy zmniejszyć mu wpływ spraw do 75 proc.
Jerka zareagował szybko, bo 4 lipca 2024 r. skierował do Koszewskiego pismo, w którym oznajmił, że uchwała KRS nie wywołuje skutków prawnych, ponieważ “jej obecny skład w znacznym zakresie nie odpowiada regulacjom konstytucyjnym”. Oczywiście, powołał się przy tym m.in. na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Sędzia Kuszewski nadal - i to kilkukrotnie - domagał się wdrożenia uchwały KRS. W ostatnim z pism z 21 stycznia br. podkreślił, że jej wykonanie jest obowiązkiem prezesa.
Zemsta
W czerwcu ub.r. sędzia Koszewski wziął dwutygodniowy urlop. Ze względu na problemy ze zdrowiem nie mógł jednak wrócić do pracy. Skończyło się półrocznym zwolnieniem lekarskim, które trwało do 7 grudnia. I wtedy właśnie nastąpił kolejny atak.
- Ponieważ przebywałem powyżej 6 miesięcy na zwolnieniu i urlopie, moje sprawy powinny ulegać podziałowi. Jest to obligatoryjne. Kiedy jednak wróciłem do pracy, prezes stwierdził, że nie ma żadnego podziału spraw, a dzień później przewodniczący wydziału stwierdził, że nie podejmuję czynności
- relacjonuje portalowi Niezalezna.pl sędzia Koszewski, który próbował wyjaśnić sprawę, ale...
- Nikt ze mną nie rozmawiał. Było po prostu nastawienie: “nie, bo nie” - tłumaczy.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Już po dwóch tygodniach przewodniczący wydziału napisał do prezesa wniosek o wszczęcie wobec Koszewskiego postępowania dyscyplinarnego. Tego samego dnia zabrano mu asystenta, który jest przydzielony do wydziału. Co w bardzo istotny sposób utrudniało wykonywanie czynności.
Pismo Wydziału Wizytacyjnego Sądu Okręgowego w Olsztynie do prezesa Jerki, które widzieliśmy potwierdza, że “od 22 grudnia 2025 r. sędziemu referentowi Tomaszowi Koszewskiemu nie został przydzielony żaden asystent”.
Zdaniem s. Koszewskiego był to przejaw ewidentnego szykanowania i złośliwości ze strony jego przełożonych.
- Zgodnie z Regulaminem urzędowania sądów podział asystentów jest równomierny. To nie jest jakaś nagroda. I zawsze tak było, bez względu na osobiste sympatie czy antypatie. Każdy miał równy przydział do asystentów, włącznie z przewodniczącym
- dodał.
Bez wypłaty
W miniony piątek, 27 marca br., prezes SO w Olsztynie przesłał sędziemu Koszewskiemu pismo, w którym poinformował o niewypłaceniu wynagrodzenia za marzec 2026 “w związku z długotrwałym, zawinionym i świadomym niewykonywaniem obowiązków służbowych”. Jednocześnie uprzedził go o możliwości podjęcia czynności dyscyplinarnych.
Z pisma wynika, że za marzec wypłacony zostanie jedynie dodatek funkcyjny przysługujący mu z tytułu wykonywania czynności zastępcy rzecznika dyscyplinarnego.
Prezes powołał się na Prawo o ustroju sądów powszechnych, Kodeks pracy, a także na obowiązek zapewnienia “prawidłowego toku urzędowania sądu” i “sprawne sprawowanie wymiaru sprawiedliwości”. Podkreślił, że “wynagrodzenie przysługuje za pracę wykonaną” i zarzucił sędziemu Koszewskiemu, że od grudnia ub.r. “w sposób systematyczny i konsekwentny” uchyla się od obowiązków orzeczniczych oraz że nie wyznaczył żadnych wokand na miesiące kwiecień i maj 2026 r.
W rozmowie z Niezalezna.pl, sędzia Koszewski zapewnia, że przez minione tygodnie pracował, sądził oraz pisał uzasadnienia.
- Organizacja pracy w wydziale została tak wymyślona, żeby wyłączyć mnie z pracy, albo mnie złamać. Tych wokand rzeczywiście było niedużo. Kiedy kierowałem sprawy do asystenta, one do mnie wracały z adnotacją przewodniczącego, że nie mam asystenta. I sprawy stały. To tak, jakby komuś powiedzieć: zrób coś na komputerze, ale nie damy ci komputera
- tłumaczy.
Sytuacja jest absurdalna, bo zgodnie z prawem nawet sędzia zawieszony, czyli rzeczywiście niepracujący, z zarzutami karnymi, otrzymuje część wynagrodzenia. Niedawno opisywaliśmy szokującą sprawę sędziego z Bydgoszczy podejrzanego i nieprawomocnie skazanego za gwałt innej sędzi. On nie pojawia się w sądzie od lat, a ma obniżone wynagrodzenie o 40%.
- Gdybym np. jechał autem pod wpływem alkoholu, to sąd dyscyplinarny mógłby mi maksymalnie zawiesić 50 proc. wynagrodzenia zasadniczego. A ja nie dostałem nawet stażowego i ani złotówki wynagrodzenia zasadniczego. Skoro jest prawo, to je respektujmy - podkreśla Koszewski.
Zapytany, w czym upatruje przyczyn działań prezesa Jerki, sędzia Koszewski wskazuje na wcześniejszą współpracę z sędzią Maciejem Nawackim.
- Byłem wiceprezesem Sądu Rejonowego, kiedy on był prezesem. Być może chodzi o to, że prowadziłem postępowania dotyczące sędziego Juszczyszyna. Być może to, że jako rzecznik jeżdżę na posiedzenia dotyczące wytyków, które ma udzielane sędzia Nawacki i próbuję tam działać. To wygląda jak odwet – podsumował sędzia Tomasz Koszewski.
Przypomnijmy, że ten sam mechanizm, czyli potrącanie części wynagrodzenia, wcześniej zastosowano właśnie wobec s. Nawackiego.

