„Początek roku przyniósł serię podwyżek świadczeń, otrzymywanych przez parlamentarzystów. Mimo to część z nich twierdzi, że zarabia za mało”
– czytamy we wtorkowej "Rzeczpospolitej".
Gazeta przypomina, że od 1 stycznia 2026 r. obowiązuje nowa wysokość ryczałtu dla posłów, którzy nie posiadają własnego mieszkania w Warszawie - z 4500 zł wzrosła do 4700 zł.
Podwyżkę tę wprowadził szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec pod koniec stycznia. Jak podkreślono, jest to jedynie „element całej serii podwyżek świadczeń dla parlamentarzystów”.
Wciąż za mało...?
Wraz z początkiem roku wzrosły również uposażenia i diety poselskie, które obecnie wynoszą około 13,9 tys. zł brutto oraz 4,3 tys. zł. Podwyżki to odpowiednio około 400 i 100 zł, wynikające ze zwiększenia tzw. kwoty bazowej w ustawie budżetowej. Trzyprocentowy wzrost odpowiada waloryzacji wynagrodzeń w całym sektorze budżetowym.
Dodatkowo kilka dni temu zwiększono ryczałt na biura poselskie – również z mocą wsteczną od stycznia. Posłowie z tych środków pokrywają m.in. czynsz, pensje pracowników i tzw. kilometrówki. Obecnie ryczałt wynosi 25 tys. zł miesięcznie, co oznacza wzrost o 1,7 tys. zł w porównaniu z 2023 r. i o 2,8 tys. zł względem 2022 r. Z kolei roczny ryczałt na hotele dla parlamentarzystów wzrósł z 7,6 tys. zł do 10 tys. zł.
Co ciekawe - mimo tych zmian, część posłów nadal uważa, że ich wynagrodzenia są niewystarczające. Na wniosek Elżbiety Gelert z Koalicji Obywatelskiej - w marcu sejmowa Komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych zajmie się systemem wynagrodzeń parlamentarzystów.
"Ponieważ jestem zawodowo związana ze służbą zdrowia, dostrzegam coraz większy rozdźwięk między zawodami medycznymi a zarobkami posłów. I nie działam tutaj w swoim interesie, bo jestem posłanką niezawodową, niepobierającą uposażenia z Sejmu"
- stwierdziła polityk KO.