Ogromne kontrowersje wokół Chat Control
Unijne przepisy określane jako "Chat Control" ponownie wywołały spór o granice prywatności w internecie. Parlament Europejski przywrócił tymczasowy mechanizm pozwalający firmom technologicznym dobrowolnie skanować wiadomości użytkowników w celu wykrywania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Choć za odrzuceniem regulacji zagłosowało 322 europosłów, zabrakło wymaganej bezwzględnej większości 361 głosów.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Krytycy alarmują, że pod hasłem ochrony najmłodszych UE otwiera drogę do masowej kontroli prywatnej korespondencji, zwłaszcza przez największe koncerny technologiczne. Zwolennicy odpowiadają, że bez takich narzędzi platformy mogą utracić możliwość skutecznego wykrywania sprawców i ratowania ofiar.
Bryłka: "To woła o pomstę do nieba"
Do sprawy odniosła się w programie "Pierwsza Rozmowa Dnia" na antenie TV Republika Anna Bryłka, europosłanka Konfederacji.
To, co dzieje się na poziomie Unii Europejskiej, woła o pomstę do nieba. Sposób, w jaki łamane są procedury w Parlamencie Europejskim, powinien zastanowić nas wszystkich, również europosłów PiS. W pierwszym głosowaniu do odrzucenia tych przepisów potrzebna była zwykła większość. Taką większością odrzuciliśmy te regulacje. Nie zgodziliśmy się na nie i na tym sprawa powinna się zakończyć. Obowiązujące przepisy wygasły na początku kwietnia. Później Roberta Metsola przyszła i stwierdziła, że będziemy głosować ponownie, aż do skutku. Za drugim razem do odrzucenia przepisów potrzebna była już bezwzględna większość, co było praktycznie niewykonalne
– powiedziała.
Dodała, że "nie tylko ponownie przeprowadzono więc głosowanie nad tą samą sprawą, ale również zmieniono wymaganą większość - okazało się bowiem, że zwykłą większością Parlament Europejski może te przepisy odrzucić, do ponownego odrzucenia potrzebnych było już ponad 360 europosłów, dokładnie 361 głosów".
Prowadzący zwrócił uwagę na wpis europosła PiS Patryka Jakiego, który wskazał, iż te przepisy obowiązują od sześciu lat, niczego nowego do nich nie dodano, a poprawka Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, która miała wyłączyć z kontroli szyfrowane komunikatory, została przyjęta. Polityk stwierdził, że przepisy nie będą dotyczyły kontroli takich komunikatorów.
Panie redaktorze, jaką mamy pewność, że poprawka przyjęta przez Parlament Europejski nie zostanie usunięta przez Radę Unii Europejskiej? Oczywiście, że może zostać usunięta. Jeżeli ktoś ma złudzenia dotyczące tego, jak będą wyglądały dalsze prace, to nie powinien ich mieć
– odparła Bryłka podkreślając, że "tylko część europosłów PiS zagłosowała tak jak on".
Polityk Konfederacji oświadczyła, że "te przepisy mogły po prostu wygasnąć".
Oczywiście istnieje różnica między Chat Control 1, czyli dobrowolnym skanowaniem treści, a Chat Control 2, który miałby wprowadzić skanowanie również szyfrowanych komunikatorów. Chat Control 2 jest jednak odrębnym aktem prawnym. Prace nad nim toczą się obecnie na poziomie Rady Unii Europejskiej. Dyskusje nadal trwają, ponieważ wśród państw członkowskich nie ma w tej sprawie konsensusu. Niezależnie jednak od tego, czy mówimy o Chat Control 1, czy o Chat Control 2, mamy do czynienia z naruszeniem prawa do prywatności. Dajemy zewnętrznym podmiotom, czyli technologicznym gigantom obsługującym komunikatory elektroniczne, możliwość skanowania treści przesyłanych przez użytkowników
– powiedziała.
Wskazała też, że "wszystko odbywa się pod pretekstem ochrony dzieci przed pedofilią".
Podobne uzasadnienia pojawiały się już przy okazji innych regulacji, między innymi Digital Services Act. Za każdym razem słyszymy tę samą narrację: chodzi o ochronę dzieci. Proszę jednak wyobrazić sobie analogiczną sytuację poza internetem. Czy w każdym domu mielibyśmy zainstalować kamery, aby chronić dzieci przed pedofilią? Do tego w praktyce prowadziłoby przełożenie takiego sposobu myślenia na świat rzeczywisty
– podsumowała.