Interwencja służb w mieszkaniu rodziny prezydenta
W zeszłą sobotę doszło do interwencji służb w rodzinnym domu prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Jak podał rzecznik głowy państwa Rafał Leśkiewicz, „służby pod nieobecność domowników wyważyły drzwi i weszły do mieszkania”. Napisał też, że od kilkunastu dni służby są paraliżowane przez fałszywe zgłoszenia dotyczące dziennikarzy oraz osób publicznych związanych z prawicą.
Państwowa Straż Pożarna podała, że w sobotę ok. godz. 19.30 do służb wpłynęło zgłoszenie o możliwości wystąpienia pożaru w mieszkaniu oraz 15 minut później - o nagłym zatrzymaniu krążenia. Poinformowano, że wobec braku kontaktu ze zgłaszającymi na miejsce skierowano jednostki PSP.
Kierwiński miał "nie zdradzać", wygadał się kilka minut później
Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, na antenie TVP Info w likwidacji, został zapytany, kiedy dokładnie i od kogo dowiedział się o akcji służb w mieszkaniu prezydenta RP.
Dowiedziałem się od funkcjonariuszy Straży Pożarnej i od funkcjonariuszy SOP-u. Dlaczego od funkcjonariuszy SOP-u? Dlatego, że na miejsce tego zdarzenia przyjechał członek rodziny pana prezydenta, który ma ochronę SOP-u
– odparł Kierwiński.
Pytany, kto z rodziny prezydenta zjawił się na miejscu, odparł: "Nie będę zdradzał".
Ja wiem, że państwo jesteście tego bardzo ciekawi, natomiast plany ochrony poszczególnych osób to są informacje poufne. Ja nie mogę tego zdradzać i będę tutaj bardzo konsekwentny
- zadeklarował.
Po upływie czterech minut oznajmił, że... "pierwsza na miejscu była siostra pana prezydenta, to ona przyjechała pierwsza na miejsce zdarzenia i wtedy już było wiadomo, że to jest mieszkanie rodziny pana prezydenta".
Kierwiński to jest jednak wybitny gamoń pic.twitter.com/kt66fa04jk
— Emilia Kamińska (@EmiliaKaminska) May 28, 2026