Z naszą redakcją skontaktowała się kobieta, która pracowała w jednej z obwodowych komisji wyborczych w Warszawie. Pracowała, bo... została odwołana w trakcie trwania prac komisji, choć była jej wiceprzewodniczącą.
- W komisji, do której trafiłam, były nieprawidłowości - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl. Wskazuje, że pierwsza nieprawidłowość to podejrzenie wyniesienia kart z pomieszczenia, gdzie były przechowywane. W jej ocenie, "plomba wyglądała jakby była naruszona". Ale to nie wszystko.
Przewodniczący wyznaczył nam godzinę rozpoczęcia pracy w komisji, czyli zbiórki, o 6:30. To już nieprawidłowość wynikająca z kodeksu wyborczego. Powinniśmy być o 6:00, żeby był czas na ostemplowanie kart wyborczych i ich ponowne przeliczenie. A my tylko ostemplowaliśmy część tych kart, nie wszystkie. Nie przeliczyliśmy tych kart ponownie.
– wyliczała.
Do kulminacji miało dojść dziś rano, gdy komisja rozpoczęła pracę.
"Przyszła do komisji osoba w zastępstwie kogoś, kto w ostatniej chwili zrezygnował. Ona nie używała nakładki, a ma obowiązek zasłaniać dane wyborców, spis musi być zasłoniony tą nakładką. Zauważyłam to wtedy, jak wyborca się podpisywał i zwróciłam uwagę, że podpisał się ten człowiek widząc nakładkę. Poszłam z tym do tego przewodniczącego. Mówiłam podniesionym głosem, to od razu mówię, te wszystkie rzeczy się nałożyły" - wskazała kobieta.
W jej ocenie, rozpoczęła się dyskusja o "stwarzaniu problemów", a następnie doszło do odwołania jej ze składu komisji. Wszystko po tym, jak pisemnie zgłosiła nieprawidłowości. Jak twierdzi, odwołanie nastąpiło "z powodu niepouczenia członka komisji o obowiązku stosowania nakładki i o tym, że poinformowałam o tym przewodniczącego podniesionym głosem i w obecności innych osób w lokalu".
Pani zapowiedziała, że wróci do komisji, ale już jako obserwator. Dodała również, że członkowie komisji zostali poinformowani o tym, że do siedziby przyjedzie... ekipa TVP w likwidacji.
Skontaktowaliśmy się z Państwową Komisją Wyborczą, by zapytać, jakie były powody odwołania tej pani. "Nie wiem" - usłyszeliśmy w biurze prasowym, wskazano nam jedynie, że taka sytuacja będzie opisana w protokole. Odwołana z komisji kobieta nie dostała decyzji na piśmie, po godzinie 16:00 nie miała nawet mailowej informacji w tej sprawie.